Bertrand
Widząc iż rozmowa się nie klei oddalił się od Roberta. Gbur jakowyś, ni pogadać, ni pożartować, jeno cicho siedzieć.
Wersja do druku
Bertrand
Widząc iż rozmowa się nie klei oddalił się od Roberta. Gbur jakowyś, ni pogadać, ni pożartować, jeno cicho siedzieć.
Jechaliście niedługi czas w stronę Toron, Agnes z Oswaldem przez większość drogi rozmawiali ze sobą dość żywiołowo, co jakiś czas zerkając na Bertranda. Dotarliście wreszcie do celu, ujrzeliście średniej wielkości zamek na wzgórzu otoczony niewielkim miastem. Fortyfikacje są dość potężne, na murach jest wielu dobrze uzbrojonych żołnierzy. Wjechaliście przez bramę, miasto nie jest tak tłoczne jak Trypolis, prawie połowa ludzi, których spotykacie to zbrojni, co nie jest dziwne biorąc pod uwagę iż Toron jest jednym ze stanic strzegących wschodniej granicy królestwa. Oswald poprowadził was do tawerny, rzekł wtem - tutaj się rozstajemy, odpocznijcie jakiś czas i wyruszajcie do Jerozolimy, niechaj Bóg ma was w swej opiece. Na te słowa uścisnął czule Agnes, całując potem jej dłoń, po czym odjechał galopem do zamku.
Robert
Odprowadził konia do stajni po czym wszedł do środka tawerny cały czas ściskając się za piekącą ranę
Bertrand
Wjechał do stajni i znalazłszy stajennego zapłacił mu złotą monetę. Zeskoczył ze swego wierzchowca i odrzekł do niego po francusku Zostań tu, i zachowuj się przyzwoicie. Następnie wkroczył do karczmy i usadowił się na wolnym miejscu obok szynkwasu.
Charlotte, zajmij się Robertem - rzuciła Agnes po francusku, przysiadając się chwile po tym obok Bertranda, spoglądając na niego dziwnie. Panienka de Moulins wymieniła kilka zdań z karczmarzem też po francusku, po czym otrzymawszy od niego klucz powiedziała do Roberta po łacinie - chodź na górę panie, rany twe opatrzę, choć tak odwdzięczyć się za uratowanie mogę.
Robert
Nie musisz się za nic odwdzięczać, rad jednak jestem że to Ty me rany opatrzysz - odparł podążając za nią i uśmiechając się przy tym lekko
Bertrand
Daj piwa karczmarzu. Rzekł spokojnie Bertrand, jakoby nie zwracając uwagi na Agnes, choć tak na prawdę zgrzytał zębami i gotowało się w nim, lecz nie dawał tego po sobie poznać. Cóż jej nagadał, że się tak na mnie patrzy?!
Charlotte poprowadziła Roberta do niewielkiej izby, z łożem przy oknie. Zdejmij zbroję i koszulę panie, bym mogła ci opatrunek zrobić. Sama zdjęła swój piękny płaszcz oraz buty, wyczekując po tym, aż Norman będzie gotowy.
Tymczasem na dole, karczmarz podał piwo Bertrandowi. Agnes przysłoniła część twarzy swymi czarnymi włosami i nie mogąc się powstrzymać, zaczęła chichrać pod nosem...
Robert
Zdjął z trudem ciężką zbroję i koszulę zaciskając przy tym zęby z bólu, gdy w końcu się z tym uporał opadł na łóżko ciężko dysząc i wyczekując aż będzie miał z głowy nakładanie opatrunków.....
Bertrand
Otrzymane piwo wypił od razu duszkiem, otarł usta ręką po czym spytał Agnes Potrzebujesz czegoś ode mnie, pani?