-
Siostra konstabla lazarytów usiadła na łożu i zaczęła starannie opatrywać ranę Normana. Nader zręczna jest, szybko i bez większego bólu uporała się z powierzonym zadaniem, a dotyk jej ślicznych, delikatnych dłoni jest bardzo miły... Znów dotyk ten przywołuje piękne, ale jakże teraz bolesne wspomnienia... Gotowe, niedługo będziesz zdrów panie - powiedziała panienka.
Agnes przerwała chichranie i wreszcie siląc się na poważny ton spytała Bertranda - to prawda, że pożądasz ogiera pana Godwyna? Gdy Duńczyk usłyszał jej słowa, o mało się nie zakrztusił piwem.
-
Bertrand
Wytrzeszczył wręcz oczy z zadumy. Co?! Ogiera... Nie! Chrystusie Nazareński! Cóż ten głupiec Oswald pani nagadał?! Ja ogiera?! Nigdy! Nawet w najgorszych koszmarach! Choćby mnie zmusili konia... O Boże! Nie!
-
Robert
Łza pociekła mu po twarzy, ileż czasu minęło odkąd czuł dotyk kobiecych dłoni na swym ciele? Jakkolwiek się starał nie mógł nie myśleć o tej którą na zawsze utracił....., szybkim ruchem otarł ją z twarzy, wstał i począł się ubierać mówiąc - Dziękuję Pani,masz wyjątkowo zręczne dłonie
-
Agnes zezłościła się na słowa Bertranda - jak możesz tak mówić o Oswaldzie... Jak możesz go oskarżać... Wiesz co on mi o tobie rzekł? Żeś prawy rycerz, choć nieporadny to dzielny i o dobrym sercu, które prawdziwie mnie umiłowało! Och pomylił się wielce... Kobieta wstała natychmiast i wyszła z karczmy.
Charlotte zaskoczona przyglądała się łzie, którą uronił Robert, postanowiła nic nie mówić tylko ułożyła się spokojnie na łożu, okrywając kocem. Możesz mnie panie zbudzić, gdy ruszać będzie nam czas?
-
Robert
Mogę....- odparł wyraźnie wzruszony pociągnąwszy nosem, po chwili dodał - Życzysz sobie coś przekąsić albo wypić? Powiem karczmarzowi by coś posłał jeśli tak....
-
Bertrand
Wplótł dłonie we włosy a ręce oparł łokciami o blat. Zaczął mówić do siebie powoli drżącym głosem Jestem głupcem. Jestem głupcem. Nie jestem godzien, by po tym padole stąpać, skoro tak szybko tak durne osądy wydaję. Jestem głupcem. powstał od siedziska i wybiegł na zewnątrz by szukać Agnes. Oddech ma nierówny, ręce mu dygocą okrutnie, gorzej jakby na śmierć szedł.
-
Charlotte odparła Robertowi - nie, niczego teraz nie pragnę poza wtuleniem się w poduszkę i miłym snem...
Bertrand znalazł Agnes na zewnątrz, siedzi opatulona peleryną na ławie nieopodal drzwi do karczmy. Zdaje się nie zwracać wagi na Francuza, widocznie jest zamyślona.
-
Robert
Dobrze,zatem wypoczywaj Pani,zbudzę Cię gdy nadejdzie czas - rzekł wychodząc i cicho zamykając za sobą drzwi
-
Bertrand po francusku
Podszedł do niej i zasiadł obok. Wpatrując się w ziemię począł mówić Jaśnie pani... Proszę Cię, byś mnie posłuchała, lecz wiem, że zapewne mnie zignorujesz i nie dziwię Ci się. To, co powiedział Oswald to prawda, w mniejszej lub większej części... Na pewno jestem nieporadny, co zresztą wiele razy zapewne widziałaś... Reszta jego opisu też w pewnym stopniu się zgadza. Rycerz Oswald to dobry człowiek, o czym się własnie przekonuję. Nie znam go jednak zbyt dobrze i sądziłem po prostu że to o... ogierze Godwyna to prawda, tymbardziej że zbyt długo z Duńczykiem przebywałem i zapewne on byłby zdolny by Ci powiedzieć coś takiego, choć kiedy trzeba to też jest szlachetnym człowiekiem... Zmierzyłem ich obu jedną miarą, czego okropnie teraz żałuję. Przepraszam Cię. Nie proszę o przebaczenie, bo wiem, że mi go nie udzielisz. Sam bym sobie zresztą nie wybaczył... Wiedz jeszcze, że bez powodu się nie unoszę, i osądów złych też bez powodu nie wydaję, lecz co miałem powiedzieć słysząc te oszczerstwa? "Och, ten templariusz to najprawszy człowiek na świecie, lecz chyba nie do końca prawdę Ci powiedział. Choć nie, to pewno moja wina, ja mu niedokładnie wytłumaczył i przez to on źle zrozumiał." Tego ode mnie oczekiwałaś?
-
Adriano
Piwa karczmarzu.
- Panie Godwynie, zakładam że ty opowiedziałeś Agnes o tym ogierze? - Adriano się uśmiechnął i zaczął się po cichu śmiać.
Techniczny
Przepraszam za niską aktywność ale czasu nie mam zbyt dużo.