-
Robert:
Zszedłeś na dół do głównej izby, z Twych kompanów siedzą tu tylko rozmawiający ze sobą Adriano, oraz Godwyn.
Bertrand:
Agnes przysłuchiwała się cały czas Twej przemowie, czasem na Ciebie zerkając swym onieśmielającym niejednego męża spojrzeniem. Powstała, gdy skończyłeś mówić i spytała po francusku - czy nie udzielę ci przebaczenia? Czemu sądzisz, że nie jestem w stanie ci przebaczyć?
Adriano:
Otrzymałeś piwo od karczmarza. Godwyn odparł - a pewno że ja hehe, ale żart to był, Agnes też zażartowała no a Bertrand przyjął to śmiertelnie poważnie. Głupieje on od tej nieszczęśliwej miłości hehe.
-
Robert
Wyraźnie przybity,z ponurą miną na twarzy podszedł i bez słowa dosiadł się do kompanów po czym powiedział do karczmarza - Przynieś no wino i jakąś lekką strawę
-
Bertrand po francusku
Nakrzyczałem na Ciebie i Twego bliskiego przyjaciela, który szlachetnym człekiem się okazał głupcem nazwałem. Zachowałem się nie po rycersku i nie jestem godzien Twego przebaczenia.
-
Robert, Adriano:
A co żeś panie Robercie przybity taki, jako gdyby młotem ktoś cię do drewna przybił? Spytał Godwyn, popijając piwo. Karczmarz zabrał się za przygotowanie jadła.
Bertrand:
Bóg każe przebaczać... Zwłaszcza ludziom o dobrym sercu - odparła kobieta, po czym nic już nie mówiąc weszła z powrotem do karczmy.
-
Robert
Prześladują mnie wspomnienia o kimś kogo w tym życiu więcej nie zobaczę - rzekł smutnym głosem a gdy tylko karczmarz przyniósł wino zapełnił sobie kielich do pełna opróżniając go jednym haustem.
-
Bertrand
Posiedział jeszcze chwilę na ławie, po czym wszedł do karczmy za Agnes i zasiadł z powrotem na swym miejscu. Jeszcze jedno piwo dla mnie. Albo dwa od razu. - rzekł do karczmarza.
-
Murwa! Wszyscy chleją, smutki topią, to i czemu ja mam być gorszy! Karczmarzu! Beczkę piwa! Krzyknął Duńczyk. Robert tymczasem dostał swój posiłek, za chwilę też Bertrandowi przyniesiono piwo. Agnes dosiadła się obok Normana, pytając go - gdzie Charlotte?
-
Bertrand
Beczkę sam wychlejesz? Taki mocny łeb masz? krzyknął Bertrand do Godwyna z uśmiechem na twarzy.
-
Robert
Powiedziała że chce wypocząć i położyła się spać,mam ją zbudzić gdy będziemy ruszać - rzekł opróżniając w międzyczasie kolejny kielich wina
-
A wychleję! Wykrzyczał Godwyn. Zaraz też karczmarz przyniósł dość sporą beczkę z piwem, którą ustawił na podłodze obok Duńczyka. Ten ją otworzył, chwycił w obydwie dłonie i przechylił mocno, zabierając się do picia. Piwo aż cieknie mu po brodzie, tunika takoż się zaplamiła. Grzduli to niczym prawdziwy smok północy, bez nabierania tchu, bez żadnej przerwy, z wielką zawziętością.
Agnes rzekła do Roberta kładąc mu dłoń na ramieniu - zatem niech śpi, a ty przestań się zadręczać w końcu Robercie...