Arstan
A to menda z tego Hlajborna, lecz nie stara się mu zrewanżować, ino sięgnąć po topór w zamieszaniu Ja ci dam plucie, pewno nie sięgnę toporem ciebie, ale nóżkę konikowi może u haratam, będziesz dyrdał na pieszo do zamku
Wersja do druku
Arstan
A to menda z tego Hlajborna, lecz nie stara się mu zrewanżować, ino sięgnąć po topór w zamieszaniu Ja ci dam plucie, pewno nie sięgnę toporem ciebie, ale nóżkę konikowi może u haratam, będziesz dyrdał na pieszo do zamku
Erilla
Jakoś nie widziała mi się podróż z tym syczącym rycerzem. Od dawna preferowałam samotność i już to, że zgodziłam się z Kersijaną podróżować zaskoczyło nawet mnie samą. No, ale co innego zgodza się na towarzystwo elfki, którą bądź co bądź mogłam traktować jako sojuszniczkę, a co innego zgoda na towarzystwo dziwacznego rycerza niewiadomego pochodzenia. No dobrze, miałam już podejrzenia odnośnie jego pochodzenia, ale to wcale nie poprawiało jego sytuacji.
Położyłam nonszalancko rękę na głowicy jednego z spoczywających przy pasie mieczy.
Wybaczcie mości rycerzu, ale dokąd zmierzamy to nasza sprawa powiedziałam twardo Eskorty nie potrzebujemy, nie jestem bezbronną niewiastą.
Catherine:
Nie mam nikogo... Wszyscy nie żyją, zabili ich... Wszystkich... Odrzekła dziewczynka i znów gorzko się rozpłakała.
Arstan, Hallbjorn:
Rycerz zeskoczył z siodła i się uśmiechnął. I co teraz? Spytał kpiącym tonem.
Arstan
A teraz zdychaj
Catherine
Też kiedyś wszystko straciłam....,dlatego się Tobą zaopiekuję tylko zamknij się już bo i ja się zaraz rozpłaczę.... - pomyślała patrząc na nią ze współczuciem,nie miała serca wypowiadać tych myśli na głos....,więc miast tego delikatnie odwiązała poprzedni opatrunek i poczęła przemywać wodą ranę dziewczynki śpiewając przy tym dla niej kojącą melodię swym anielskim głosem wkładając w to całe serce, licząc że w ten sposób choć trochę pomoże jej się uspokoić....,nie zaprzestając śpiewu po przemyciu rany zrobiła nowy i czysty opatrunek. Po wszystkim skończyła swój krótki występ i powiedziała delikatnie głaszcząc ją po ramieniu - No,i gotowe!Jesteś może....głodna,albo co?
Hallbjorn
rzuca rycerza na ziemię dając tym samym znak Arstanowi by się go pozbył, a on sam wsiada na jego konia by odciągnąć uwagę
Arstan do Hallbjorna
Ehh liczyłem, że zwiejesz jak zaatakuję tego głąba, a nie się wtrącasz wywrzeszczał starając się ubić zakonnika
Catherine:
Dziewczynka nieco uspokoiła się, gdy śpiewałaś. Mimo że łzy dalej ciekły po jej policzkach, to słuchała i przyglądała Ci się z uwagą. Zaś odpowiedź na Twe pytanie brzmi - nie... Nie jestem, dziękuję ci pani... Tak pięknie śpiewasz... Mam na imię Adela, a ty, pani?
Arstan, Hallbjorn:
Może i odważni jesteście, ale rozsądku i rozumu wam braknie... Jako, że jesteście dość poważnie ranni, rycerz rozłożył bez trudu was obydwu na raz. Arstan oberwał tarczą, a Hallbjorn płazem miecza. Dwaj pozostali rycerze też zareagowali i przystawili miecze do waszych głów. Czego tu szukacie, i czemu mieszacie się w nie swoje sprawy - spytał ponownie zakonnik.
Arstan
Niczego, ot tak jechaliśmy opodal, widzimy wieś się pali, no to przyjechaliśmy sprawdzić, widzimy jakiś giermek dziecko ubił to tych co za nim podążali zaatakowaliśmy biorąc za jakowyś zbrodniarzy
Hallbjorn
No cóż byliśmy niedaleko postanowiliśmy sprawdzić co się tu dzieje i tak trochę nas poniosło