Anna de Loiret
Alessio - wyszeptała ledwie, podniecona kolejnymi to pocałunkami. Uwielbiała bowiem te delikatne, ale bardzo czułe...
Wersja do druku
Anna de Loiret
Alessio - wyszeptała ledwie, podniecona kolejnymi to pocałunkami. Uwielbiała bowiem te delikatne, ale bardzo czułe...
Alessio
Złożył jeszcze kilka czułych pocałunków po czym ukląkł koło jej stóp i począł je masować bardzo powoli i starannie....
Kładź się spać Christophe skoro Twa Pani Ci zgrzebła nie dała, byś mógł wykonać Jej polecenia rzekła Liothannea.
Christophe Leroy
Nie, pani. Po prostu go nie wyczeszę, a jedynie rozsiodłam konia i wypiorę ten czeprak i wędzidła... Lub, o ile mogę prosić o użyczenie mi Twego zgrzebła, pani - Mam się położyć bez zrobienia czegokolwiek, bym dostał potem ochrzan od pani Anny i żeby złe słowo o mnie powiedziała przy mym panu? Nie, dzięki...
OD MG
+5 PD
Nie, nie mam zapasowego. Nie będę zaś czyściła zgrzebłem rumaka z Ellyrionu którym czyszczone były bardziej poślednie wierzchowce odparła Liothannea giermkowi.
Alessio
Pod wpływem masażu stóp jego ukochana poczęła jęczeć a on sam zatracać się w pożądaniu,począł składać pocałunki na jej bosych nogach a także pieścić coraz wyższe partie ciała, jej ciało wyginało się w kolejnych spazmach rozkoszy gdy kontynuował masaż,już miał przejść do ud kiedy go dotknęło - O bogowie,jeśli nie przestanę ona mi się odda tu,teraz przy tym strumyku.....,jak bardzo tego pragnę.....,ale czy mogę jej to zrobić? Odebrać wiano i to w takich okolicznościach? Nie,nigdy bym sobie tego nie wybaczył a i ona by nie była taka jak dawniej.....,muszę to przerwać - z tym postanowieniem nagle z ciężkim westchnięciem zakończył pieszczoty,pogładził ją jeszcze po policzkach i pocałował w usta, nic nie mówiąc i kładąc się koło niej ujmując ją za rękę.
Anna de Loiret
Jęczała i mruczała dość głośno od pocałunków składanych przez ukochanego na jej stopach, czuła wielkie podniecenie i przyjemność, położyła sobie także jedną dłoń na swej kobiecości nieświadomie. Wiedziała, że pieszczoty bosych stóp oraz nóg mogą być bardzo miłe, ale pierwszy raz doznała od nich takiego podniecenia... Zadziwiła się wielce, kiedy ukochany przerwał swe pocałunki oraz masaż. Gdy zaś ułożył się obok niej, nie puszczając jego dłoni przyklękła nad nim i patrząc w oczy spytała jakoby zawiedziona - to już? Czułam się jak w raju...
Christophe Leroy
W porządku... - odparł jej, po czym podszedł do konia Anny i zaczął go rozsiodłowywać. Gdy skończył wziął czaprak i wędzidła i podążył z nimi nad strumyk trzymając się z dala od miziających się kochanków, coby nie dostać ochrzanu, że im przeszkadza...
Alessio
Kwiecie mego życia ja też....,ale musiałem to przerwać żeby...... no wiesz,wszystko nie zaszło za daleko.....,na pełny masaż przyjdzie nam obojgu poczekać do ślubu - odparł przytulając ją i czule gładząc po włosach
Anna de Loiret
Westchnęła i pocałowała wybranka w usta, mówiąc po tym - w noc poślubną dokończymy to, co dzisiaj zaczęliśmy. Dziękuję za to, że zachowałeś się... Zachowałeś się jak rycerz. Roland na pewno się cieszy, że na ciebie trafiłam. Po tym wstała bardzo szybko jakoby rozdrażniona i podeszła do strumyka, by umyć sobie włosy.
Alessio
Podszedł do niej,jeszcze raz mocno przytulił,pocałował w czubek głowy a następnie wrócił do obozowiska z mieszanymi uczuciami.....
Lodowata woda szybko ugasiła rozpalone zmysły. Annie wydała się równie zimna co ostatnio, ledwo zdążyła umyć swe włosy zanim całkowicie zgrabiały jej palce. Chrstophe wyprał w tym czasie czaprak i umył wędzidło w bardzo zimnym górskim strumieniu. Alessio wróciwszy do obozowiska zobaczył, że Liothannea już układa się do snu przykrywszy kocem. Jej rumak zwiesił głowę nad swą Panią, wygląda jakby nad Nią czuwał.
Alessio
Chcąc zająć czymś myśli krążące wokół ukochanej zajął miejsce z którego mógł widzieć cały obóz i powiedział z uśmiechem - Masz wiernego przyjaciela Pani,łatwiej będzie czuwać we dwóch
Świt reaguje jedynie gdy me życie w bezpośrednim niebezpieczeństwie się znajduje. O żywota innych nie dba.
Christophe Leroy
Dobra... Wyprane. Eh, się szczotką nie podzieli bom koń jej przeszkadza... A co on, jakiś syf przenosi? Ale z kolei jeśli jednak zostawię tego konia bez oczyszczenia to ochrzan tak czy inaczej dostanę.Może trawą szybciej pójdzie, bom samymi dłońmi to ja to tak długo będe robić, aż się zrobi ciemno... - powstał, wyrwał wiecheć trawy i zaczął zmierzać w kierunku konia Anny. To co umył położył na jakimś kamieniu niedaleko ekwipunku Anki, a następnie wziął się za czyszczenie i jako takie rozczesywanie sierści tego konia. Starał się robić to dokładnie, ale jednocześnie nie guzdrząc się z robotą zanim zapadnie całkowita ciemność. Wszak na oślep nie będzie się szykować do snu...
Techniczny:
Najpierw czyści, potem czesze. Zanim przestanie cokolwiek widzieć przez te ciemności to przerywa i szykuje się do snu.
Alessio
Taaa, no to zagaiłem, chyba Liothannea,jakkolwiek ją lubię nie jest najmocniejsza w te klocki - pomyślał po czym dodał na głos - Eee,rozumiem....., a ja muszę Cię Pani przeprosić bowiem zaniedbałem swą obietnicę nauki mego ojczystego języka. Wiedz że jestem do Twej dyspozycji..... - przetłumaczył to jeszcze na Tileański po czym ukłonił się jej.
Ach, ale to jutro, teraz senna jestem, a jeszcze warta mnie czeka. Spokojnego czuwania.
Alessio
Oczywiście,jak sobie życzysz Pani - odparł,ponownie lekko się przed nią kłaniając
Anna de Loiret
Brrr, zzzimne. A tak chciałam się cała wykąpać... Pomyślała szlachcianka, zaraz też wzięła w dłonie swe buty i ruszyła do obozu. Gdy ujrzała giermka czyszczącego jej wierzchowca bez zgrzebła i szczotki, podeszła do niego. Westchnęła i spojrzała mu w oczy z politowaniem - zgrzebła nawet nie masz przy sobie, idź spać, nie będziesz godzinę ślęczał tutaj. Czaprak uprany? Wędzidło umyte?
Christophe Leroy
Tak, nie mam, pani... Czaprak uprany i wędzidło umyte, a koń rozsiodłany. Leżą na tamtym kamieniu - po czym wskazał jej go i dodał z ukłonem - Cóż... W takim razie dobrej nocy, pani - i odszedł w kierunku swych koni, zostawiając tą trawę gdzieś za jakimś drzewkiem, coby nie zawiało i na kogoś nie poleciało. Rozsiodłał je, po czym odszedł zdjął z siebie kaftan i czepiec kolczy jak i miecz, lancę i tarczę i ułożył je obok siebie i zaczął przygotowywać sobie posłanie.
Techniczny:
Do elfki nie idzie spać.
Techniczy
Sorka muszę w pracy być do około 18.00
OD MG:
Nie ma problemu, Arathena i tak śpi.
Anna de Loiret
Ach ci plebejusze, nie powie nawet, że nie ma czym konia wyczyścić. Ale sumienny przynajmniej. Dobrej nocy - odpowiedziała i podeszła do swego wierzchowca. Dobranoc kochany - rzekła mu, po czym ucałowała go w czoło. Zaraz też położyła się sama, otwierając medalion z podobizną swoją oraz brata, wpatrując się w Rolanda oraz próbując zasnąć...
Sen szybko zmorzył Annę. Alessio zaś musiał bardziej na słuch się zdać podczas pełnienia warty, niż na wzrok, im bardziej ciemno się robiło. Gwiazdy niby rozświetlają część nieboskłonu, ale mroku na ziemi to nie rozprasza. W dodatku spora część nieba skryta jest za czarnym pasmem pobliskich gór. Może Liothannea zapomniała, że nie każdy potrafi widzieć przy tak słabym świetle, prawie że w całkowitej ciemności. Na szczęście jednak Jego warta minęła spokojnie.
Alessio
Podszedł do ukochanej,jedną rękę położył na jej ramieniu drugą zaś zaczął delikatnie gładzić jej włosy, wpatrywał się tak chwile w jej anielskie i spokojne oblicze,rozkoszując się tym widokiem po czym pocałował ją czule w policzek mówiąc łagodnym głosem - Kochanie,czas na Twoją wartę
Anna de Loiret
Roland? Wyjąkała cicho. A, Alessio... Dobrze kładź się spać - wyszeptała i po przetarciu swych oczu oraz zamknięciu medalionu, usiadła na trawie, trzymając w dłoniach swój miecz.
Alessio
Usiadł obok niej wtulając się w ukochaną, siedział tak przez chwilę po czym spojrzał jej w oczy i zapytał z niepewnością w głosie - Aniu kiedy stanę przed Twym ojcem......, jak mam się zachować?
Anna de Loiret
Dumnie, jak prawdziwy szlachcic, z głową uniesioną do góry. Masz mu pokazać, że będziesz moim dzielnym obrońcą, że jesteś w stanie się mną opiekować. Możliwe, że będziesz musiał udowodnić swoją biegłość w walce... Szeptała, cały czas się rozglądając.
Anna widzi głównie różne odcienie ciemności. Chyba warta ma na nasłuchu polegać, a nie na rozglądaniu się.
Alessio
Wiesz jak z nią jest..... - odparł ze smutkiem - życie bym za Ciebie oddał bez wahania a i odwagi mi nie brakuje ale z mieczem nie radzę sobie najlepiej....
Anna de Loiret
Nigdy nie mów, że nie brakuje ci odwagi - syknęła. Nie wiesz bowiem, jak się zachowasz gdy ujrzysz szarżującego na ciebie rycerza. Pycha nie jest cnotą, zwłaszcza, kiedy nie masz pewności że twe słowa odzwierciedlają prawdę. Połóż mi się na kolanach i śpij, a walki sama cię nauczę, tym się nie martw.
Techniczny
Ania cały czas mówi szeptem.
Alessio
Nic już nie powiedział jedynie pocałował ją czule w usta po czym ułożył się wygodnie,okrywając kocem a głowę na jej kolanach kładąc.
Warta Anny również mija spokojnie. Mniej więcej pamięta gdzie położyła się Liothannea, zresztą jest tam plama nieco głębszej ciemności w kształcie Jej wierzchowca.
Anna de Loiret
Wstała powoli, głowę Alessia kładąc na ziemię, przedtem wyciągając część koca spod niego, by na nim ją oprzeć. Podeszła po tym do Liothannei patrząc pod nogi, trzymając się także z dala od tylnich nóg wierzchowca. W pewnym dystansie od elfki, zaczęła nucić niezbyt głośno melodię jednej z pieśni bretonńskich, woląc nie podchodzić nagle do być może śpiącego rumaka, który czuwa nad przyjaciółką.
OD MG:
+5 PD
Rumak królewskiej córki parsknął cicho nad uchem śpiącej ledwo Anna zaczęła nucić. Liothannea odezwała się niezbyt głośno Ach, to już moja pora na pełnienie warty, udaj się Anno na spoczynek.
Anna de Loiret
Skinęła elfce głową i wróciła do ukochanego. Weszła pod jego koc i wtuliła się mocno, kładąc też swoje nogi na jego, a swe złote włosy zarzucając mu na twarz.
O brzasku obudziło Christophe potrząsanie przez ramię i głos Liothannei Idź na drugą stronę traktu nazbierać chrustu na ognisko, zostaw konie w spokoju. Są wyczyszczone, a muszą pozycję w stadzie ustalić. Jest dość zimno, w obozowisku nie widać wierzchowców, leżą tylko ich siodła i uprzęże.
Arathena
Przebudził ją lekki ziąb, ale czuła się wyspana i wypoczęta . Z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w ''życie obozu". Nic niepokojącego nie usłyszała więc postanowiła podciągnąć swój koc po uszy i jeszcze chwile poleżeć... Zastanawiała się co przyniesie im dzisiejszy dzień. Rano, a szczególnie po wyspaniu, umysł poukładawszy sobie w nocy wszystko na miejsce do swoich szufladek, przypominał jak wygląda droga, gdzie są jakieś miejsca na ewentualne zasadzki czy inne niespodzianki.... Zbliżali się znowu do Zakazanego Lasu i wiedziała że dziesiątki oczu będą ich obserwować. Zdawała sobie też sprawę, że nie umknie z ich spojrzenia Dostojnik Wysokich Elfów. Nawet jeśli nikt nie rozpozna w niej córki króla to koń, którego dosiada będzie i tak świadczył o tym, że mają do czynienia z kimś ważnym.
Tak sobie jeszcze rozmyślała przez chwilę gdy przypomniała sobie o pstrągach.....
Wstała powoli i przeciągnęła się.....
Widząc Liothannę. Czas pomału by posiłek złowić... uśmiechnęła się i wzięła swą sieć w ręce....
Christophe Leroy
Otworzył oczy i odparł jej zaspany - D-dobrze, pani... - choć nie miał najmniejszej ochoty wstawać, to zmusił sięi powstał, schował swój koc do sakwy podróżnej, założył swój pas na miecz, schował oręż do pochwy i ruszył po suchy chrust tam, gdzie nakazała mu elfka.
Arathena Czarna Wdowa
Właśnie Cię miałam budzić w tym celu. Alessio z Anną niech sobie śpią dalej, obudzi się ich na śniadanie. Christophe poszedł już po chrust na ognisko.
Christophe Leroy
Przeciąwszy trakt zobaczyłeś w oddali małe stado Waszych koni. Rumak Liothannei właśnie spółkuje z klaczą Aratheny. Trzmiel przeganiany przez wierzchowca Anny zbliżył się za bardzo do konia Alessio, który także go pogonił. Twój zaś z potargana grzywą goni Motyla. Faktycznie ustalają swą pozycję w stadzie.
Arathena (elficki)
Uśmiechnęła się do Elfki.... Przepraszam za moje zachowanie... wczoraj Anna mi kazała więc nie zabrzmiało to pewnie szczerze, ale dziś sama chcę ci przysiąc, że Twoja tożsamość zostanie tylko dla mnie... ruszyła w stronę strumienia.... I dziękuję Ci....
Gdy była w pobliżu strumienia starała się być jak najciszej tylko można. poszukała jakiegoś wąskiego miejsca, by mogła w nim rozciągnąć sieć.
Za pomocą kamieni i kijków przymocowała ją do obu brzegów i bardzo ostrożnie i cicho poszła w dół strumienia. Wcześniej też starała się też wypatrzeć pstrągi.
Gdy była jakieś z 20 metrów od sieci rzuca kamieniami w wodę i płoszy ryby, które instynktownie powinny uciekać w górę rzeki. Jeśli udaje się coś złowić a nie jest tego za dużo powtarza czynność w innym miejscu, wyjmując wcześniej i ubijając połów...
Potem wraca do obozu...