Falmir:
Witajcie, strażnicy. Me imię - Falmir. A wasze?
Wersja do druku
Falmir:
Witajcie, strażnicy. Me imię - Falmir. A wasze?
Dan:
Podchodząc do rogu zauważasz, iż za nim świeci się powoli dopalająca się już pochodnia. Ku twemu zaskoczeniu zobaczyłeś z oddali jakiś posąg wykonany z kości ludzkich, mięsa i innych, starych i zniszczonych materiałów, oświetlony przez rozmaite świece. Przypomina Ci on nieco posąg Beliara, choć w tym przypadku nie pamiętasz, by był on przedstawiany jako pół szkielet, pół człowiek w czarnej, poniszczonej szacie, z kościanymi skrzydłami i z kosturem w dłoniach. Przed nim modli się jakieś czworo ludzi, ubranych w jakieś stare i poniszczone, skórzane zbroje. Po środku nich widzisz kogoś ubranego w czarną szatę. Przypomina Ci maga, chociaż nie jesteś pewien, czy to rzeczywiście jakiś nekromanta. W okół nich stoi chyba z 6 zombie wpatrujących się w tenże posąg. Martwe, przegniłe i blade stojące ciała, czekające zapewne na rozkazy...
Serce zaczęło bić ci jak szalone, gdy tylko ujrzałeś widok tych trupów i tego paskudnego posągu, który wydaje Ci się, że przeszywa Cię wzrokiem... Cokolwiek tu się wyprawia i cokolwiek oni tam czczą masz ochotę wziąć nogi za pas i uciekać stąd dopóki Cię nie zauważyli.
Dan
Stanął jak wryty na ten widok - O bogowie pieprzeni ożywieńcy, i jakiś świr który dorwał czarne szmaty i za maga wielkiego się mieni,tak czy inaczej nie wyglądają na bogatych a ja nie będę się bawił w pieprzonego generała Uriziela....- pomyślał i zaczął powoli się wycofywać,gdy dojdzie do Randolpha mówi zaaferowanym szeptem - Nie pytaj co tam jest,spadamy stąd i to migiem
Vito
No nie, kuźwa, kolejny sztywniak, ten najemnik w porządku się chyba tylko wydawał... Vito rzekł wyciągając rękę w stronę wojskowego.
Dan:
Wyruszyliście powrotną drogą. Na szczęście nic was nie zaczęło gonić, czy to pełzacz czy jakiś trup... Po kilkunastu minutach wydostaliście się w końcu na powierzchnię. Poczuliście wielką ulgę opuszczając to miejsce. Randolph zgasił pochodnię i spytał się zaniepokojony i zdenerwowany. Widać, że to wszystko zrobiło na nim wrażenie... - Co to za gówno tam siedziało? Bo te czaszki nie wróżyły niczego dobrego, ani tym bardziej to światło. Zresztą, po drodze do farmy mi powiesz. Im szybciej stąd uciekniemy tym lepiej.
Dan
To był czarny mag z ożywieńcami.... - na samo wspomnienie przeszły go ciarki - teraz biegnę do Vatrasa,on musi wiedzieć...., a Wy uważajcie na siebie,choć póki co jesteście bezpieczni,nie wyglądali żeby szybko mieli skończyć modły....-Do nocy,do nocy....
Dan:
O cholera jasna... Dan. Nie bliżej będzie do klasztoru? Któryś z chłopaków pobiegnie do Isgarotha i się zawiadomi magów. Ty zostaniesz na farmie w razie, gdyby im się odwidziało to wszystko. A przynajmniej oni coś na razie chyba zrobią z tą kopalnią dopóki się po straż nie pobiegnie.
Dan
Hmm,dobrze,niech tak będzie,ale niech jeden pobiegnie do miasta ostrzec Vatrasa,jego przede wszystkim,straż też można w drugiej kolejności ale Ci durnie i tak nic nie zrobią...., a drugi niech pobiegnie do magów ognia,co jak co ale sługami się zajmą choć by po to by własne ego podbudować - na swe ostatnie słowa uśmiechnął się lekko
Dan:
Wojsko czy straż... Byleby nas obronili. Jak Vatrasowi się powie to i będą się musieli ruszyć...
Trafiliście na farmę. Randolph od razu pobiegł do chłopaków i wysłał od razu jednego do klasztoru, a drugiego do miasta. Akil widząc całe to zamieszanie podszedł do Ciebie i spytał się - Co się dzieje, Dan? Czemu tak biegacie po farmie?
Dan
W kopalni jest jakiś kult Beliara.... - odparł cicho - ale nie mów nic matce,lepiej żeby nie wiedziała
Dan:
Kult Beliara w tej starej kopalni? No ładnie... Cholerne problemy, jeszcze tylko tego brakowało... A tamci gdzie idą? Jeden to pewno do miasta, a tamten? Tak poza tym czemu tam byłeś? - widać po jego tonie, że się denerwuje.
Dan
Jeden pobiegł po Vatrasa,drugi po magów ognia,nie denerwuj się,niedługo rozwiążemy ten problem. A czemu tam byłem....,cóż,bo mnie Randolph o to poprosił,powiedział że coś podeszło pod farmę w nocy i postanowiłem to sprawdzić.... - odparł spokojnie jak gdyby to była oczywista oczywistość wzruszając przy tym ramionami
Dan:
Taa, tylko co Kate powie jak zobaczy, że przyszli tu strażnicy albo magowie... Nie zamknę jej przecież w kuchni. Chyba, że wyjdziesz strażnikom naprzeciw i wszystko im opowiesz zanim wejdą na nasze ziemie.
Dan
Ehh,dobrze już dobrze,tak zrobię....- odparł wyraźnie niechętnie bowiem ostatnia rzecz na jaką miał teraz ochotę była rozmowa z jakimiś nieogarniętymi strażnikami i ponowne opowiadanie im całej historii....
Rhen
Rhen - wyciągnął rękę do nowego towarzysza. - Wojsko... - może coś nowego nas czeka a nie te patrole tylko...
Edward
Yeeehahahaaa!!! Salwa z dziesięciu armat to przy tym nic, ha! Podyszał jeszcze chwilę podniecony, aż wreszcie rzekł - dobrze się spisałaś, zacnie się swego chwalebnego kunsztu wyuczyłaś! Ale pozwól jeszcze... Uklęknął i zaczął językiem oraz wargami pieścić kobiecość kurtyzany...
Rhen, Vito i Falmir:
W skrócie macie udać się do portu pomówić z kwatermistrzem, który teraz przebywa w tutejszym magazynie portowym. Ktoś mu kradnie zapasy dla wojska, więc macie razem współpracować i jakoś tę sprawę rozwikłać. To tyle, zrozumiano? Szczegóły wam powiedzą na miejscu.
Edward:
Kobieta rozwarła nogi i pozwoliła Ci na kontynuowanie waszych miłosnych igraszek. Jęczała i wzdychała, gdy nagle odezwała się do Ciebie od czasu do czasu dysząc... - Może panie skusisz się na jeszcze drugą rundkę? Nie martw się o mnie, dzieci mi nie narobisz. Odpowiednie specyfiki tutejszego alchemika robią swoje... Niestety Bromor będzie coś podejrzewać, jeżeli za tak długi czas będziesz tu ze mną siedział Panie, chyba, że znowu mu dasz daninę... Lub jeżeli wolisz to dokończ swoje i uciekamy... - powiedziała do Ciebie ciepłym i miłym głosem. Nie przekonało Cię to do końca, ale i wiesz, że rzeczywiście na drugą rundę kurtyzana Ci nie pozwoli bez zapłaty, a tym bardziej właściciel burdelu. Przynajmniej możesz dokończyć swoje... Albo i zapłacić i zacząć wszystko od początku po krótkiej przerwie, bo i na to będziesz miał jeszcze siły.
Dan:
Dobrze. Więc oczekuj ich, a ja wracam do pracy - odpowiedział również nieco niechętnie i wrócił do swoich zajęć. Musisz jednak trochę poczekać na strażników, bo i kilka minut minie zanim się tu zjawią. Magowie zaś pewno zjawią się tu za kilka chwil... Jedno jednak nie daje Ci spokoju, a dokładnie ten przedziwny posąg. Te uczucie, iż jego wzrok nadal na Tobie ciąży, co Cię dodatkowo niepokoi...
Falmir:
Tak jest! Rhen, Vito, widzę, że mamy zagadkę do rozwiązania. Ruszajmy zatem.
Rhen
Jasne - prowadź.
Vito
A kto Cię mianował przywódcą naszej "wspaniałej" trójki? Tak jest szefie. odparł Wulfgarowi i udał się do portu z towarzyszami, nie odzywając się już.
Falmir:
Źle mu z oczu patrzy. Lepiej będę go bacznie obserwować. Nie chciałbym się obudzić z nożem w plecach nagle.
Nie słyszę sprzeciwu. Zatem ruszamy, panie.Odparł Wulfgarowi, po czym udał się z Rhenem i Vito do portu.
Dan
Stanął nieco bliżej drogi z której nadejdą strażnicy wraz z Vatrasem by zawczasu ich uprzedzić,cały czas chodził jednak niespokojnie w kółko - Brr,odrażający posąg,nie dość że trupy ożywiają to jeszcze paskudne kapliczki sobie budują,no nic,długo nie pożyją,hehe
Edward
A jak zapłacę pewnym cennym zwojem? Spytał, przerywając na chwilę pieszczenie kobiecości kurtyzany, poprzestając póki co na masażu jej ud.
Edward:
A cóż to za zwój, panie? - spytała kurtyzana z nutą ciekawości.
Falmir, Rhen i Vito:
Dotarliście do portowego magazynu. Widać, że jest już on nieco podstarzały i zaniedbany sądząc po jego wyglądzie. Stare deski, odrapane czy niekiedy ledwo trzymające się kupy... Przed wejściem stoi jakiś wojskowy noszący na sobie zwykłą zbroję knechta, a obok niego już ciężej uzbrojony osobnik. Falmir poznaje w nim swojego kwatermistrza Richarda. Po minie widzisz, że wygląda na zdenerwowanego nie na żarty.
Dan:
Oczekując na strażników po jakiś 10 minutach dotarło tu ich sześciu wraz z jednym z farmerów i Vatrasem, z czego jeden w ciężkiej zbroi, takiej, jaką noszą wyższą rangą strażnicy. Zatrzymali się przed Tobą, po czym mag wody wyszedł przed nich i zapytał się Ciebie - Przybyliśmy na waszą prośbę tak szybko jak tylko mogliśmy. Wasz współpracownik powiedział, iż w tej kopalni za wami mieści się kult Beliara. Byłeś już tam, więc zapewne znasz więcej szczegółów czego możemy się tam spodziewać?
Dan
Wyraźnie się ucieszył że będzie rozmawiał z Vatrasem a nie strażą,pozdrowił ich z daleka gestem uniesionej dłoni a gdy podeszli zaczął mówić rozgorączkowany - No więc tak,jeden z chłopaków powiedział że coś w nocy podeszło pod farmę,postanowiliśmy to sprawdzić a ślady zaprowadziły do kopalni,od razu nam się to przestało podobać,zwłaszcza że szybko natknęliśmy się na 3 zmasakrowane pełzacze,im dalej się w nią zagłębialiśmy tym gorzej było,zeszliśmy po rusztowaniu i natknęliśmy się na stosy ludzkich czaszek i kości zaś w jednej odnodze stała kapliczka Beliara a przed nią kilku ożywieńców i ktoś kto wyglądał na czarnego maga. Daliśmy nogę i posłaliśmy do miasta i do klasztoru by sprowadzić pomoc. Uff,to by było na tyle - Heh,o tym że kapliczka mnie obserwowała przy tych głąbach gadać nie będę...
Falmir:
Podchodzi do kwatermistrza Richarda, po czym mówi:Witam. Kapitan Wulfgar nas do Ciebie wysłał, mieliśmy Ci pomóc w jakimś... zerka na jego wyraz twarzy, po czym dokańcza ...problemie. Zatem? Tak wnerwionego to go nie widziałem.
Dan:
Mag przysłuchiwał się z zaciekawieniem temu, co mówisz, po czym dodał - Kult Beliara powiadasz... Ciekawe są jego plany. Chyba was nie widzieli, mam rację? I chyba mag ognia już się zbliża do nas - rzeczywiście. Z daleka możecie zobaczyć, iż zbliża się do was jakiś mag ognia wraz z nowicjuszem w waszym kierunku. Nie poznajecie jednak kto to.
Dan
Hmm,oni nie.... - po czym zszedł do szeptu i powiedział tak by tylko Vatras to słyszał - Ale jestem pewien że posąg się we mnie wpatrywał,niemal czułem jego spojrzenie na sobie,nawet teraz gdy o tym mówię włos mi się jeży....
Dan:
Mogłeś zwrócić swoją uwagę na niego. Nie wiadomo, czy Beliar nie powiadomił ich, że mogłeś być w tej kopalni. To trochę nam krzyżuje plany... Ale chyba damy radę - wyszeptał, po czym dodał na głos widząc, że mag ognia przybył:
- Witaj, Hyglasie.
- Witaj. Widzę, że już jesteśmy w komplecie. Przyszykowałem kilka run i zwojów na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
- Dobrze. Danie, prowadź proszę. Ja muszę pomówić jeszcze na osobności z Hyglasem. Będziemy szli za wami, na tyłach.
Widzisz, jak Vatras coś szepcze na ucho magowi ognia, po czym daje wam znak ręką, byście ruszali.
Falmir, Rhen i Vito:
No, to świetnie. Zostaw nas samych - warknął do nieznanego wam knechta, a ten zaraz odszedł w kierunku królewskiego statku. No dobra. Jakiś chędożony złodziei podkrada mi zapasy. Zniknęło nam sporo zwojów, mikstur i mieczy. Niby nic, gdyby nie to, że tych zaklęć to my nie wiadomo ile nie mamy, a kilka mocniejszych tam było. Mikstur też wiele to my nie mamy, bo miecze to najmniejsze nasze zmartwienie. Przeszukałem z innymi magazyn, ale nie znaleźliśmy żadnych śladów. Zero naruszonego zamka, zero dziur w dachu czy czegoś podobnego. Po prostu nic. Ci żołnierze, którzy pilnowali magazynu nie mają zielonego pojęcia o żadnym włamaniu, a sami przysięgają, że niczego nie brali. Przeszukaliśmy ich kajuty i ekwipunki, ale niczego nie znaleźliśmy. Strażnicy na mieście też nie widzieli tych łajz, żeby się poruszali po mieście.
Edward
Zobaczysz, jak skończymy - odparł, po czym kontynuował pieszczenie kobiecości kurtyzany, aż do doprowadzenia jej do pełnej rozkoszy...
Dan
Murwa..... - pomyślał wzdychając ciężko po czym udał się z powrotem do kopalni prowadząc resztę do tego przeklętego miejsca
Edward:
Więc i skończ swoje, a potem porozmawiamy o "drugiej rundzie"... - odpowiedziała ci i dała ci skończyć swoje. Nie długo minęło, aż w końcu Twe uszy usłyszały jej rozkoszne jęki, gdy szczytowała... Gdy skończyliście spojrzała na Ciebie oczekując jakiejś odpowiedzi.
Falmir:
Po wysłuchaniu, o co kwatermistrzowi chodziło, powiedział Możesz na nas liczyć. Po czym odwrócił się w stronę Rhena i Vito, by się naradzić Jakieś pomysły? Proponuję zacząć od przeszukania magazynów jeszcze raz. Z drugiej strony możemy spróbować porozmawiać ze strażnikami. Tylko musimy znać ich imiona.
Rhen
To zagadkę mamy dopiero. Myślę że przeszukiwanie i przesłuchiwanie możemy sobie odpuścić skoro już to robili. Trzeba się raczej zastanowić kto mógłby to zrobić.
Falmir:
Można to sprawdzić, Rhenie. Ale myślę, że lepiej będzie się rozdzielić. Jeden przeszuka jeszcze raz magazyn, drugi popyta strażników, a trzeci spróbuje znaleźć dodatkowe wskazówki co do tegoż śledztwa.
Vito
Ja mogę jeszcze raz przeszukać magazyn, może nie zauważyli jakiegoś włazu w ziemi, czy co...
Falmir:
Zgoda, to Vito idzie przeszukać magazyn, a ja zajmę się za rozmowę z innymi strażnikami. Rhen zacznie szukać jakiś dodatkowych śladów. Wszyscy za? Jak tak, to dam znać kwatermistrzowi, co i jak.
Dan:
Podeszliście pod kopalnię. Strażnicy od razu rozpalili swoje pochodnie, a magowie użyli zaklęcia "światło", by móc widzieć wszystko co się znajduje w tejże kopalni. Strażnicy weszli pierwsi z dowódca na czele, a magowie tuż za nimi. Nader cicho jak zwykle... Wszyscy podążali spokojnymi i delikatnymi krokami wgłąb. W pierwszych pomieszczeniach nic się nie zmieniło, ani nic nie ukrywało się tam. Podążając dalej doszliście w końcu do miejsca, w którym ostatnim razem leżały tu martwe pełzacze. Ich trucheł teraz już tu nie ma...
Rhen
No dobrze.
Dan
Przysięgam na Adanosa że tu leżało kilka martwych pełzaczy! - rzekł przerażony tym odkryciem - Mam nadzieję że nie natkniemy się na więcej tych trupów.... - jednak nie zatrzymał się prowadząc dalej grupę aż doszli do rusztowania - Coś mi mówi że wiedzą że tu jesteśmy....,uważajcie przy schodzeniu na dół,to rusztowanie nie jest w najlepszym stanie i przy dużym obciążeniu może nie wytrzymać.....