Alessio
Kochanie co się stało? - zapytał z troską podjeżdżając do lubej i kładąc jej dłoń na ramieniu
Wersja do druku
Alessio
Kochanie co się stało? - zapytał z troską podjeżdżając do lubej i kładąc jej dłoń na ramieniu
Arathena
Spojrzała na rozpłakana Annę ale domyślała się, że to z powodu przepięknego śpiewu giermka,,, Gdyby nie gwałt krwiożerczej rośliny na dumę cyrulika, zapewne i ona by popłakała się ze wzruszenia...
Postanowiła nic nie mówić ino ruszyła za Liothanneą....
Anna de Loiret
Co się stało? Nie ma go przy mnie, to się stało - odparła załamana.
Alessio
Ignorując ból pochylił się w siodle przytulając ją mocno i mówiąc tylko cicho - To nie prawda,jego duch cały czas jest przy Tobie......- tulił ją tak jeszcze krótką chwilę po czym dodał - jedźmy za nimi,musimy ratować Twojego ojca
Arathena dojechała do śmiejącej się wciąż Liothannei. Alessio coraz mniejszy ból odczuwa. Jeszcze piecze, ale coraz mniej, niestety zaczyna coram mocniej swędzieć.
Christophe Leroy
Na pewno nie jestem pani szlachcicem... Kiedyś być może przestanie Cię to dręczyć, być może... Może i Pani zechce, byś zaznała spokoju od swej przykrej przeszłości - odparł jej, po czym nieco odjechał na bok coby ją zostawić ze swym lubym.
Anna de Loiret
Skinęła ukochanemu głową nic nie mówiąc. Po chwili, przyspieszyła poganiając Thilbauta mocno ściskając jego boki łydkami, oraz okrzykiem. Oparła dłoń o rękojeść miecza i dumnie uniosła głowę, zawsze jej to pomagało uporać się z troskami...
Alessio
Także pognał za elfkami,gdy zrówna się z Liothanneą pyta z trudem udając powagę - Z czego się śmiejesz Pani? Takie demoniczne czarcie chwasty to poważna sprawa....
Arathena
Spojrzała na cyrulika z politowaniem... Ciekawa jestem czy długo usiedzisz w tym siodle... Pewnie zapomniałeś przemyć zad zimną wodą. ale to nie moja sprawa...
A o Liściach babki zapewne nie uczą.... Wystarczy się rozejrzeć, Tam gdzie rośnie jad i zazwyczaj antidotum się znajdzie.... Ale Przyrody słuchać nie jest dane wszystkim....
Cóż, trzeba wyjątkowego szczęścia by w morzu traw akurat w pokrzywę się nago wpakować odrzekła Liothannea wyśmiawszy się w końcu. Dojechaliście do polnej, niezbyt szerokiej drogi wiodącej na północ i południe. Niestety konne tropy urywają się na niej... a raczej przykryte są świeższymi śladami sporej karawany.