-
Malacath:
Tak stawiasz sprawę? Pożałujesz tego... - Malacath wyjął szablę i odwzajemnił im to spojrzenie, ale zaraz to gniewnie w kierunku karczmarza i rzekł do niego, zbliżając się w jego kierunku, nie pozwalając mu na podejście do szafki czy innego miejsca, w którym to ostatnio kładł jego łuk - Tak, ja? Ciekawe czym to? Wiedz, że to niezbyt rozsądne oskarżać wojownika o takie czyny... Nie mam racji? Odpowiadaj.
-
Arstan:
Udało Ci się znaleźć dyby, stoją nie tak daleko od namiotu napalonej baby. Widzisz, że zapanowało duże zamieszanie związane z nią, gdy zaś ją zakułeś na widoku, podbiegł do niej jeden ze zbrojnych Gryfa i zaczął rozdziewać się z kolczugi... Pierwszy! Krzyknął do swoich dziesięciu kompanów, którzy przybyli zaraz później. Drugi! Trzeci! Czwarty! Nie, ja czwarty!
Tymczasem widzisz jakąś młodą, piękną, jasnowłosą kobietę na białym koniu. Na sobie ma niebieską suknię, jest boso, a u pasa miecz, wyglądający na znakomity, jest bowiem przepięknie zdobiony. Patrzy na całe zajście zaskoczona...
Catherine:
Nie! Nie odwracaj się... Cathy ja po prostu... Ja... Ehh, to takie trudne - rzekła Margaret.
Malacath:
To on, panowie pomóżcie, błagam! Krzyknął karczmarz, a strażnicy spojrzeli na siebie porozumiewawczo, i jak jeden mąż uciekli z budynku...
-
Arstan
Zignorował kobietę w niebieskiej sukni i jakby nigdy nic poszedł pozwiedzać obóz
-
Catherine
Spojrzała na nią zaskoczona i aż nie wiedziała co powiedzieć,jednak po chwili znów na nią spojrzała i powiedziała - Margaret....ja....,widzę tylko jak unikasz mojego spojrzenia,nie znam powodu....,jednak jeśli zechcesz się nim podzielić to postaram się go zrozumieć....
-
Arstan:
Odchodząc, zobaczyłeś jeszcze jak kobieta wpadła między zakonnych sierżantów i rozpędziła ich natychmiast, po czym zasadziła z siodła mocnego kopniaka zakutej w dyby babie. Należało ci się dziwko! Wrzasnęła i wskazała palcem na Ciebie krzycząc - ty! Panie, podejdź do mnie!
Catherine:
Och nic Cathy nic... Dziękuję ci... Za to że jesteś - odparła z uśmiechem patrząc Ci w oczy i wyjęła stopy z miski, trzymając je w górze. I czym teraz wytrzeć ehh...
-
Arstan
Kolejna niewyżyta czy jak po czym jednak podszedł do kobiety Tak, Pani?
-
Catherine
Skoro nic to nic....,i nie dziękuj....,a stopy możesz wytrzeć w ten ręcznik,Beatrice raczej się nie obrazi hihi - powiedziała odwzajemniając uśmiech i spojrzenie i podając jej ręcznik
-
Arstan:
Nie znam cię panie, a już widzę robisz jakieś zamieszanie w mym obozie. Z kim mam tę... Przyjemność? Spytała młoda kobieta delikatnym głosem i uśmiechając się nieco.
Catherine:
Trzymaj ten ręcznik, nie chce dotykać ziemi - rzekła cicho księżniczka, a następnie wsunęła obydwie stopy w trzymany przez Ciebie ręcznik i zaczęła nimi pocierać w niego, by je wytrzeć.
-
Catherine
Uśmiechnęła się przyjaźnie i powiedziała - Margaret,jeśli chcesz bym wytarła Ci stopy wystarczy poprosić,naprawdę nie gryzę hihi - wzięła jej stopę do ręki i wytarła ją delikatnie po czym to samo powtórzyła z drugą stopą przyjaciółki i skwitowała - No i gotowe....
-
Arstan
Jestem rycerzem zakonu Hebanowej Rękawicy i niejako zaprosił mnie tu Archibald, Pani, a skoro mówisz że to Twój obóz czy jesteś Tą Panią? Ładna, i się uśmiecha, dobrze to wróży hehe