Cytat:
Rozsadniejsze bo? Rozsadne jest nazywac nu-metal podgatunkem rocka, bo to rock z elementami metalu, elektroniki, rapu itd.
Umówmy się - nie ma ściśle określonej i skutecznej metody definiowania gatunków muzycznych, konkretnych piosenek, zespołów, itd. Moim zdaniem nu-metal ma zdecydowanie więcej wspólnego z metalem.
Cytat:
Ja rozumiem, ze jak chcesz sie rozwijac jako muzyk to wzorowanie sie na kapelach grajacych prosta muzyke do niczego nie prowadzi. Ale popadac w skrajnosci tez sie nie powinno. Chocby przytoczoni KISS - nie ma tu przesadnie rozbudowancyh utworow, nie ma wirtuozerii, a mimo to ich utwory porywaja tlumy i wzbudzaja emocje wsrod milionow sluchaczy;) Tego sie nie pownno przekreslac. Nadal uwazam, ze serce i "czucie" muzyki jest bardzo wazne, nawet wazniejsze niz technika.
Stary, wszystko ok, ale jakiś poziom trzeba zachować. Ja nie mówię, że Venom jako zespół jest do dupy ogólnie, bo nie znam ich piosenek. Ale ta którą wrzuciliście z plakietką 'klasyka' nie świadczy o nich dobrze ;)
Cytat:
Dla mnie to jest pusta technika bz polotu;) NIc nie poradze, ze lubie progresje, ale to co robia panowie z DT mnie nudzi i na szczescie nie jestem w tym odosobniony;) a to ze sa swietnymi muzykami to fakt, ale jak wczesniej pisalem potrzeba jeszcze "czucia" muzyki. Pewnie zaraz napiszesz, ze ze oni to maja:P Ja uwazam, ze nie:P
Piosenka, którą podałem jest akurat jedną z bardziej 'popisowych'. Nie wiem na ile znasz LTE, ale ten skład ma naprawdę ciekawe i mega melodyjne kawałki, przy których aż cieplej robi się na sercu.
Cytat:
I znowu nadinterpretujesz. Tyle lat na forum i nadal takie nadinterpretacje z Twojej strony:P Nie gardze czyms bo nie jest metalem. Lubie czasem sie od metalu oderwac, ale to tez nie powod, zebym lubil kazdy gatunek i kazdy zespol, ktory cos osiagnal. Co do Avril to zalezy co rozumiesz przez granie bardzo dobrze. BO jesli oceniasz ja pod wzgledem sprzedanych plyt to sie zgadzam. Ale jasli oceniasz ja artystycznie to dla mnie ona nic nieprezentuje. Banalne teksciki, melodyjki, techniki tez tu nie ma ( ;) ), sztuczne pozy, smieszna estetyka. I zeby nie bylo, pare zespolow popowych sie znajdzie, ktore lubie:P Co do pop rocka to gorzej, bo poprostu nie trafilem jeszcze na fajny band;)
Największą sztuką w muzyce jest zrobić coś prostego kompozycyjnie, ale jednocześnie 'zażerającego' ( lubie to słowo w odniesieniu do piosenek ;) ). Dla mnie Avril jest dobra w sensie kunsztu muzycznego, tzn tworzy fajne kawałki, które wpadają w ucho i są mega proste, co niekoniecznie musi oznaczać, że jestem jej fanem i uważam jej piosenki za geniusz artystyczny.
Cytat:
Ja słucham zdecydowanie więcej rocka niż metalu, nie uważam się za ignoranta, a i tak uważam, że uznawanie Green Daya za 'klasykę' punka, a co dopiero za najlepszy zespół w gatunku, to dla mnie co najmniej śmiech na sali, toć już KLA ze swoim 'trashem' brzmiał mniej zabawnie ;) Przy Green Dayu to nawet Offspring (do którego akurat mam sentyment ;) ) brzmi jak najprawdziwszy punk z londyńskich slumsów :p
Chodziło o punk-rocka. Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłem. Ofspring bardziej pasuje mi na dzisiejszych następców Sex Pistolsów w sensie kultywowania pewnego oryginalnego sposobu gry i brzmienia. Ja wiem, że nie można porównywać dwóch składów w taki sposób, ale jak ktoś lubi Ofspring i Sex Pistolsów to na pewno widzi pewne podobieństwa w stylu gry.
Natomiast Green Day osiągnął zajebisty wręcz sukces muzyczny z kilku powodów. Mają oryginalny ( co nie znaczy mega-kosmiczny ) wokal, charyzmatyczny skład, proste i zażerające rify, sensowną sekcję rytmiczną. Dla mnie Green Day jest guru pop-punk-rocka. Teraz grają bardziej pop-rocka, ale jednak. Jak słucham American Idiot to zawsze śmieje się do siebie, bo to jest genialne w swojej prostocie i nie do podrobienia w brzmieniu. Z tym ostatnim nie macie prawa się nie zgodzić ;) pokażcie mi zespół, który brzmi jak oni ( dla porównania przesłuchajcie sobie brytyjskie listy przebojów, gdzie 50% british-rockowych zespołów brzmi tak samo, a jedyna różnica to gęby artystów ;) ).
Cytat:
Polemizowałbym (nawiązuję też do poprzedniego posta, którego nie cytuję już), sam gram w kapeli i raz - nie zgodziłbym się, że wymaga to OGROMNEGO treningu, na początek wystarczy podstawowe poczucie rytmu, by zgrać się z perką i trochę wyobraźni muzycznej, by robić może i proste, acz SWOJE kawałki, jakaś olbrzymia technika do tego wymagana nie jest. Wiadomo, że wraz z rozwojem muzycznym trzeba rozwijać i technikę i cały czas iść do przodu, ale generalnie moje zdanie jest, że początkujący muzycy powinni jak najprędzej probować grać w zespołach i zgrywać się z innymi instrumentami, bo to niesamowicie rozwija, byle tylko nie grać coverów Mety i Nirvany :p
Co do tego serca: istnieją na Zachodzie gitarowe akademie, które szkolą wyśmienitych technicznie i niesamowicie szybkich gitarzystów, którzy bez zająknięcia zagrają idealną technicznie solówkę pod każdy podkład, ale co z tego, skoro wszyscy brzmią tak samo? Patrząc na dzisiejsze standardy, to Jimmy Hendrix był co najwyżej przeciętnym gitarzystą, pewnie w niejednym LO znajdzie się przynajmniej jeden lepiej wyszkolony technicznie muzyk, ale ponownie, co z tego? Serce do gry, wyobraźnia muzyczna, słuch, poczucie rytmu, ogólna smykałka do instrumentu - część z tego można wyćwiczyć, ale moje zdanie jest takie, że nie każdy może zostać muzykiem (ja się za takiego nie uważam i chyba nigdy nim nie będę) - można być świetnym technicznie rzemieślnikiem, ale już nie artystą, który czuje muzykę, a nie jeno ją 'produkuje'.
Dając przykład z mojego otoczenia, jeden mój kumpel jest wyśmienitym perkusistą, gra w najlepszej wg mnie kapeli metalcorowej regionu, a przygotowania technicznego ma znacznie mniej, niż mój perkusista z kapeli - nie chodził do żadnej szkoły muzycznej, przez długi czas nie miał swoich garnków, ćwiczył tylko na próbach, a i tak po niecałym roku (!) grania dostał zaproszenie do grania w poważnej (regularne koncerty, itd) kapeli. Facet ma po prostu niesamowite wyczucie, potrafi od ręki tworzyć zajebiste kompozycje, które lepszym technicznie perkusistom nawet nie wpadłyby do głowy. To jest właśnie wg mnie to 'serce' do muzyki, które odróżnia artystę od rzemieślnika.
Bo teraz trzeba odróżnić kilka płaszczyzn techniki. Tzn technika jako wszelkiej maści sztuczki, tricki, motywy, skomplikowane bajery, itd, bądź technika jako solidne i precyzyjne granie. Jeżeli muzykowi brakuje pierwszego - pal licho, nadrobi zaangażowaniem i czuciem muzyki. Jeżeli natomiast brakuje tego drugiego - nie zrobi nic, będzie pitolił do końca życia.
Ja też popełniłem błąd, bo zbyt bardzo skupiłem się na ćwiczeniu bajerów i olałem nieco podstawową technikę. Zapierdzielać rocka i metal w 'normalnym' metrum mogłem zawsze, ale pamiętam, jak kiedyś miałem grać z kolegami kolędę wykonaną przez Kukulską z jej składzikiem ( a ona składziki ma zawsze bomba ), to nie potrafiłem się odnaleźć w posranym jazzowym timie ;) Nie wiem nawet co to było, a na dodatek grało się triolami. Generalnie nie łapałem się jako jedyny ( reszta składu była po szkole muzycznej ). I tak oto mogłem sobie wsadzić zarówno swoje serce, jak i bajery techniczne, bo nie mogłem ich wykorzystać z tak banalnego powodu.
Dlatego moim zdaniem precyzja i technika będą zawsze na pierwszym miejscu. Wystarczy sobie popatrzyć na jakiś walniętych jazowców, gdzie wydaje się, że kolesie wszystko biorą z głowy i serca, nie potrzebują do muzyki niczego poza instrumentem i sobą. Błąd. Tacy ludzie mają zawsze doskonałe wyszkolenie techniczne, przy którym nie jeden metalowiec może jedynie pochylić czoło.
Sam swego czasu uczyłem się rok u chłopaka który ukończył Akademię Jazzu w Katowicach ( pochwalę się ;) ). Przewaga takich ludzi polega na tym, że zagrają wszystko, w każdych warunkach i każdym sposobem. Cała reszta wychodzi dopiero z tego punktu. Koleś, mówiąc potocznie 'czuje blusa', a dzięki wyszkoleniu jest w stanie okazać to w przepiękny sposób.