-
Robert
Istny anioł.....,tak piękna i urocza jak moja umiłowana Julia a i serce i głos ma podobne,szczęściem wielkim obdarzy tego którego jej serce wybierze - pomyślał po czym przysiadł koło niej na łożu i delikatnie poruszał śpiącą dziewczyną mówiąc miłym tonem - Pani,czas na nas
-
Robert:
Charlotte otworzyła oczy, łzawiące jej z zaspania. Ziewnęła w poduszkę, rzekła po tym - dobrze panie, przyodzieję tylko płaszcz i buty. Och gdyby tak można pospać jeszcze trochę...
-
Robert
Niestety Pani,to będzie musiało zaczekać,choć przyznam że z ciężkim sercem Cię obudziłem..... - powiedział wstając z łoża i zmierzając w stronę wyjścia
-
Robert zszedł na dół do głównej izby, po chwili dołączyła do reszty także wciąż zaspana Charlotte. Nie marnując więcej czasu ruszyliście do stajni, by odebrać swoje rumaki. Gdy już ich dosiedliście, gotowi do dalszej drogi ku Jerozolimie, Agnes was spytała - potrzebujecie czegoś z Toron? Kolejny postój dopiero w Tyberiadzie, Chastelneuf szerokim łukiem ominąć musimy, nie tylko Oswalda tam nie chcą hehe...
-
Robert
Jak dla mnie możemy ruszać,im szybciej tym lepiej......
-
Bertrand
Ja także nic już nie potrzebuję, jedźmy zatem.
-
Postanawiając nie trwonić czasu na inne rzeczy, wypadliście pędem z miasta Toron, jadąc na południe ku Jerozolimie. Często zmierzacie przez piaszczysty teren, w końcu trawa ustąpiła całkowicie skalistej pustyni... Słońce we znaki się daje niesamowicie, już wiecie dlaczego wielu tutejszych rycerzy nosi na głowach oraz hełmach płachty, czasem nawet przypominające turbany saracenów. Po na oko dwóch godzinach nieprzerwanej wędrówki, zwolniliście wreszcie, chcąc dać chwilę wytchnienia sobie i wierzchowcom. Pot leje się z waszych czół, gorąc zaś przyprawia o ból głowy...
-
Robert
Cóż za niegościnna kraina,takiego żaru dawnom nie uświadczył - powiedział oddychając ciężko, zdejmując po chwili hełm i ocierając sobie twarz z potu, gdy to uczynił spogląda na kobiety jak trudy podróży znoszą.
-
Bertrand
Podwinął tabard do góry i wytarł nim pot z czoła. Aż trudno wiarę dać, że ludzie się tu osiedlają. Że też Stwórca takie ziemie na zesłanie swego syna, Chrystusa, wybrał.
-
Gdy Robert postanowił sprawdzić, jak trzymają się kobiety, ujrzał że Charlotte całkiem nieźle, pomaga nawet szwagierce w siodle się utrzymać, obejmując ją. Ta druga jednak wygląda na ledwo żywą, wszak jej rany jeszcze się nie zagoiły... Godwyn natomiast jakby w coś zapatrzony zawiesił wzrok przed sobą i jedzie tak cały czas, dalej i dalej...