Alessio
Uśmiechnął się słabo jednak jego myśli były zajęte czym innym.... - Nie drap się,nie drap się,nie drap się,nie drap się, i przestań o tym myśleć do cholery!
Wersja do druku
Alessio
Uśmiechnął się słabo jednak jego myśli były zajęte czym innym.... - Nie drap się,nie drap się,nie drap się,nie drap się, i przestań o tym myśleć do cholery!
Aratchena
Zatrzymała nagle konia widząc, że trop się urywa. Liothanneo, znamy cel podróży ojca Anny ale śladów już nie odczytam. Teren na, który wjechać mamy nie jest mi dobrze znany. Zsiadła na chwile z konia i przykucnęła by sprawdzić czy uda się coś jeszcze odnaleźć. Wyciągnęła jeszcze mapę.... Pokazał mi gdzie zamierza jechać i wiemy skąd jechał. Nigdzie nie widzę nic niepokojącego co by ich zmusiło do zmiany kierunku... Co myślisz? Liothaneo?
Skoro droga jest, a śladów poza nią nie widać, to pewno do przeprawy przez rzekę wiedzie - odparła. - Jakoś przez Brienne musieli się próbować przedostać. Na szerokim na wóz polnym dukcie jest sporo tropów kopyt i kolein, tak na oko dwudniowych. Być może dlatego starszych spod nich nie można dostrzec. Zjedzmy po połowie lembasa, na szczęście odnowiłam swe zapasy w Lesie i ruszajmy na północ.
Alessio
Ucieszył się na wiadomość że Liothannea ma jeszcze trochę tego pysznego "rogalika", jako że kompletnie nie znał tych terenów powiedział jedynie - Jak uważasz Pani
Anna de Loiret
Nuciła sobie pod nosem cicho pieśń, którą uprzednio śpiewała, nie bacząc na to co wokół...
Liothannea podzieliła się swoim lembasem z Aratheną, dała jeden Alessio ze słowami dla Ciebie i Anny, która chyba myślami od nas odłączyła, a następny Christophowi mówiąc podziel się drugą połową z wierzchowcami.
Arathena
Kawałek lembasa odłamała i dała swemu koniowi.... Sama zjadła resztę przypominając sobie znowu smak przysmaku, który jej matka robiła.
Ruszajmy zatem jak dukt prowadzi do przeprawy musimy się dostać by na druga stronę rzeki iść.... dosiadła znowu swego konia
Alessio
Kochanie,proszę - powiedział delikatnie kładąc jej dłoń na ramieniu by wyrwać ją z zadumy a drugą wysuwając przed siebie z porcją dla niej,całą siłę woli skupiał jednak na tym by nie rzucić tego w cholerę i nie zacząć drapać się po tyłku....- Cholera ile jeszcze to dziadostwo będzie działać?!
Anna de Loiret
Drygnęła, gdy poczuła dotyk i skierowała odruchowo dłoń ku swemu brzeszczotowi. Alessio, to ty... Powiedziała wystraszona i wzięła posiłek, powoli go spożywając.
Christophe Leroy
Dziękuje, pani... - powiedział zmęczony, po czym odłamał pół i zjadł go, a drugą połową zaczął się dzielić wierzchowcami, prócz wierzchowcem Aratheny. Skoro ona mu dała już pół swojego... Do konia Liothanny podszedł ostrożnie delikatnie podarowując mu elfi chleb, chcąc sprawdzić, czy przyjmie go, czy uwali go w rękę...