-
Arstan:
Jestem panią Beatrice, istotnie... Odparła kobieta, po czym jej wyraz twarzy gwałtownie się zmienił, zagościł na nim wielki gniew i złość... Ale jeśli jeszcze raz zrobisz coś takiego, to osobiście zetnę ci głowę! Nie pozwolę na to, by w moim obozie działy się takie rzeczy, zrozumiano!? Wrzasnęła i nie czekając na odpowiedź obróciła konia, odjeżdżając powoli.
Catherine:
Margaret wyraźnie się zawstydziła, nic nie odpowiadając. Widzisz, że się nieco zaczerwieniła...
-
Arstan
Wzruszył tylko ramionami i jął kontynuować wycieczkę
-
Catherine
Widząc jej zawstydzenie posłała kolejny przyjazny uśmiech i powiedziała - Jak wróci Lothiriel poproszę żeby podała Ci coś na wzmocnienie,nie chciała bym Cię zarazić....
-
Malacath:
Złapał karczmarza za szyję i przydusił mocno do ściany. Z gniewem w głosie powiedział do niego po cichu - I co teraz, panie karczmarzu?! Oddawaj moje pieniądze i łuk i pokazuj mi tylne wyjście, bo inaczej skończysz jako ozdoba na żyrandolu... Rozumiemy się?
-
Kersijana
Zawstydzasz mnie....powiedziała z uroczym uśmiechem na ustach. Wiesz, że oczy to zwierciadło duszy? co w moich widzisz? powiedziała cicho pozwalając głaskać swoje dłonie.
-
Kersijana:
Skryte pragnienie, tęsknotę... Odparl rycerz, przykładając znów Twe palce do swych ust.
-
Kersijana
Tak... nie ukryje się prawdy gdy serce krzyczy..... chwile pozwalała pieścić ustami swoje palce, i w końcu sama pocałowała Elfa w usta... Pocałunek był bardzo namiętny i zmysłowy.
-
Kersijana:
Rycerz Brzasku odwzajemnił Twój pocałunek z taką samą czułością i namiętnością, jaką mu dałaś. Gdy dobiegł końca, ucałował Cię jeszcze, już delikatnie, w policzek i położył rękę na Twym biodrze. Co cię tu sprowadziło Kersijano, wkrótce będzie wojna niosąca śmierć i zniszczenie, wojna, którą możemy przegrać...
Malacath:
Nie ma tylnego wyjścia! A wszystko oddam, tylko błagam, nie zabijaj mnie! Odkrzyknął karczmarz, przerażony...
-
Kersijana
Nasze miasto... Stolica.... Przepiękna i spokojna, Odkąd pamiętam zawsze się w niej dobrze czułam, a przynajmniej w czasie, w którym tam przebywałam. Nie myślałam by wyruszyć w świat. Moja mama...Elfce zaczynały wzbierać się łzy w oczach... Kiedyś mieszkałyśmy wraz z babcią w spokojnej wiosce. Nikomu nie wadziłyśmy i wydawało się, że spokój i cisza w niej nigdy nie zostanie zachwiana. Trwało to bardzo długo aż do czasu gdy potwory najechały na nią.... Z całej wioski tylko ja i Babka przeżyłyśmy.... Nikogo nie oszczędzono, nawet małych dzieci... Te kobiety i... I.... Łzy płynęły już jej bardzo mocno po policzkach.... dziewczynki... zanim zostały zamordowane.... zanim brutalnie wyrwano z nich dusze, były gwałcone. Obdzierano je z godności i czci....
Kersi chwilę szlochała gdy obraz koszmaru przypomniał jej się z najdrobniejszymi szczegółami.
Opuściłyśmy nasz dom... Już nigdy do niego nie chciałam wracać. Wcześniej jednak pochowałyśmy zmarłych.... Wiesz, czułam wtedy dziwną pustkę ale za nią czaiła się złość i pragnienie zemsty. Nie wychowano mnie taką ale ta złość była silniejsza ode mnie.... Babka chyba wyczuła ją....
Po jakimś czasie znalazłyśmy schronienie daleko, bardzo daleko w śród innych Nordolczyków. Kersijana zawołała Swego konia, który posłusznie przyszedł i schylając głowę przybliżył nozdrza do jej policzka.... Prawą ręką gładziła dłoń Elfa, która bardzo delikatnie i czule gładziła ją po biodrze, lewą natomiast położyła na policzku rumaka wtulając się twarzą w konia.
On jest od Wojownika... Takiego samego jak TY... Wiesz co to oznacza.... Żaden Rycerz Brzasku nie odda Swojej Bratniej duszy nikomu... Uśmiechnęła się odrobinę..... Mnie oddał.
Ta złość i gniew, którą wyczuła wtedy moja babka, ona była chyba znakiem i drogowskazem... Babka zrozumiała, że posiadam dar... Dar leczenia innych.... Wtedy w mój gniew wzbudził się gdy tuliłam martwą dziewczynkę... Ona była zawsze taka wesoła, pełna ufności i... i miłości... Nie zrobiła nikomu nic złego a wszystko co dotknęła piękniało i ożywało.... Trzymałam ją w w ramionach... zimną i bez życia.... Nie słyszałam jej wesołego dziecięcego i niewinnego śmiechu. Nie czułam nic w jej ciele oprócz bólu i cierpienia.... I... I rozczarowania... Ona nie miała pojęcia, że ktoś może być tak okrutny i brutalny...
Chciałam ją ożywić i mogłam wtedy to zrobić... Jeszcze nie było za późno, ale nie zrobiłam tego... Ona poznała brutalność i bezwzględność tego świata....
Rozumiesz?
W wiosce żyłyśmy jakiś czas ale gdy Babki dni dobiegły końca postanowiłam wyruszyć w świat.... Mirilia Lassi.. mój wierny towarzysz i Brat.... I ja usychaliśmy w jednym miejscu... Nie zaznam już spokoju i chyba nie będę umiała osiedlić się gdzieś na stałe.... Obawiam się że to będzie trwało tak długo jak zło będzie się panoszyć.
Mówisz, że możemy zginąć? Ja byłam martwa już, ino sprawy sobie z tego nie zdawałam... Teraz dopiero zaczynam żyć....
Kersi objęła Elfa za szyję całując go bardzo ciepłym, zmysłowym i namiętnym pocałunkiem, kładąc się na plecy... Czuła jak jego włosy muskają ja po mokrych od łez policzkach, ale ogarniał ją niesamowity spokój i poczucie bliskości kogoś na kim zaczynało jej zależeć... Odnajdywała sens.... na nowo sens życia....
-
Kersijana:
Elrohir wysłuchiwał Twej opowieści z uwagą i smutkiem, nie odrywając od Ciebie swego spojrzenia. Gdy opadłaś plecami na trawę, rzekł kładąc się przy Tobie w pozycji półleżącej, nie przestając obejmować, smagając Cię cały czas swymi włosami - wiedz więc, że i w moim sercu zapłonęło znów życie, znów widzę, że poza cierpieniem daje ono coś więcej... Zaczął Cię po tym całować czule po szyi i ramionach, masując przy tym po biodrze.