Surija
Pora wymierzyć sprawiedliwość co rzekłszy dosiadła Elily
Wersja do druku
Surija
Pora wymierzyć sprawiedliwość co rzekłszy dosiadła Elily
Tomasz
Dosiada wierzchowca i czeka aż grupa ruszy.
Ruszyliście za konstablem, który zdaje się dokładnie wie, gdzie szukać księcia. A skąd? Tego nie wiadomo, może po prostu wie, którędy wiedzie najkrótsza oraz najłatwiejsza droga ku Kerak... Pędzicie prędkim galopem, w wyraźnym pośpiechu, choć już jesteście nieco zmęczeni ciągłą jazdą i mimo iż siodła wygodne, to tęsknicie za ciepłymi łożami. Słońce nie szczędzi na promieniach, padają na was bezlitośnie, sprawiając iż pot zalewa wasze czoła, ukojenie przynosi jednak dość silny, ciepły wiatr.
Po około godzinie jazdy, waszym oczom ukazała się jakaś niewielka mieścina, otoczona palisadą... Brama jest otwarta, stoją w niej dwaj chłopi z włóczniami w dłoniach - wartownicy. Na palisadzie nie ma żadnych strażnic, wygląda na to że to mała osada zamieszkana przez chrześcijan, na co wskazują stroje chłopów.
Charles de Tournemire
Kapłan w ciszy przyglądał się palisadzie i zastanawiał się gdzie ten konstabl ich prowadzi. Zastanawiało go to, czy może czasami tu książę się nie schował.
Katarina (do konstabla)
Wyjechała na przód by być blisko Beomunda
Panie, ci chłopi maja włócznie zamiast wideł... Nie myśl, że w obłęd wpadłam, ale możliwe że Chatillon przed nami wpadł tu i jakąś zasadzkę uszykował. Rozum ostrożność nakazuje.
Charles de Tournemire
Podjechał do Katarzyny i odparł jej - A może i nawet tam siedzi... Albo ci chłopi stoją na straży na wypadek, gdyby mieli tu przybyć Arabowie czy jakieś pustynne zbóje... Co teraz, konstablu?
Zaiste wpadł tu, jestem święcie przekonany, ta osada jest mu podporządkowana, jej zarządca to jeden z piesków de Chatillona i z radością nakarmi oraz napoi jego zbrojnych. A to oznacza, że... Odpowiedział konstabl, po czym dobył miecza i zakrzyknął - poleje się krew, w imię Boże, piasek zabarwi się na czerwień!
Surija
Zgodnie z uprzednimi zaleceniami konstabla nie miesza się do walki, ale po walce jeśli trafi się jakiś ciężko ranny ukoi jego cierpienie
Charles de Tournemire
No pięknie... Chce brać to miasteczko szturmem. A niech leci, jeśli Bóg zechce, by wygrał toteż się tak stanie, ale ja się nie mieszam w tą walkę. Nie będę - Więc i niech wam Bóg zapewni to zwycięstwo... - po czym po chwili dodał - Ja nie wezmę udziału w walce. Zabije mnie pierwszy, lepszy żołnierz, ani mi jako kapłanowi nie wypada mordować tychże żołnierzy i chłopów.
Spytko
Nic nie odrzekł, pochylił tylko włócznię w kierunku wartowników jadąc cały czas galopem.