Bertrand
Odwrócił wzrok od towarzysza i chichrać się począł, aż mu łza z oka ze śmiechu spłynęła, otarł ją jednak zaraz i nabierając tchu dodał tylko Zapamiętam sobie, coby podczas plądrowania sprawdzać dziewki przed chędożeniem hehehe.
Wersja do druku
Bertrand
Odwrócił wzrok od towarzysza i chichrać się począł, aż mu łza z oka ze śmiechu spłynęła, otarł ją jednak zaraz i nabierając tchu dodał tylko Zapamiętam sobie, coby podczas plądrowania sprawdzać dziewki przed chędożeniem hehehe.
To pomóż mi na swego konia się przesiąść Robercie - rzekła pani de Montmirail. Godwyn tymczasem roześmiał się na słowa Bertranda, wyraźnie poprawiły mu one humor.
Robert
Skinął jej głową po czym ustawił swego wierzchowca tuż obok jej po czym obiema rękami pomógł Agnes przenieść się na swoje siodło.
Bertrand
Uśmiech zniknął zaraz z jego twarzy, kiedy zobaczył, że Agnes konia Roberta dosiada. Zawiesił na obojgu na chwilę wzrok, westchnął z rezygnacją i pochylił głowę ku ziemi, w kark swego wierzchowca się wpatrując.
Robertowi udało się przerzucić Agnes na swe siodło, z pewnością nie ułatwi mu to podróży, ale w gruncie rzeczy uczyni ją przyjemną pod innym względem... Charlotte chwyciła konia swej szwagierki za wodze, by go bezpiecznie prowadzić. Tęsknię za Francją, gdy jest się na pustyni, to nawet deszczu i śniegu się pragnie - ozwała się panienka.
Robert
Objął Agnes w pasie by nie spadła z siodła po czym odpowiedział Charlotte - Och nawet nie wiesz ile bym dał teraz za ulewę......, na mojej rodzimej Sycylii też upały bywają ale to piękne i żywe miejsce a nie tak opustoszałe jak ta pustynia,no i nie są tak silne......
Bertrand
Zębami zaczął niezauważalnie zgrzytać, gdy ujrzał jak Robert łapie hrabinę w pasie, oddech także nieznacznie mu przyspieszył i w sercu jakoweś ukłucie poczuł. No i skąd ta zazdrość Bertrandzie, przecież to tylko para przyjaciół...
Minęło kilka godzin ciężkiej podróży przez pustynię... Wielką czujecie ulgę, bowiem wkroczyliście na trawiastą równinę, a wasze twarze smaga przyjemny, dość silny wiatr. Także pragnienie deszczu Charlotte i Roberta zostało chyba przez Boga wysłuchane, gdy spojrzeć w niebo widać wzbierające się na nim szare chmury, zapowiadające rychły deszcz. Prowadząca was siostra konstabla lazarytów chyba nieco straciła orientację, bowiem powinniście już od jakiegoś czasu być w Tyberiadzie... Dotarliście tymczasem do dużego zbiornika wodnego. Wtem panienka de Moulins doznała olśnienia i wykrzyczała zła na siebie - Boże! Tyberiada jest na drugim brzegu! Gdzież ja was poprowadziłam...
Agnes zdążyła już zasnąć w czasie podróży, oparta o pierś Normana.
Bertrand
Cóż za problem, spróbujmy wodę naokoło obejść.
Adriano
Hmm - Spore się to jezioro czy co to tam jest wydaje ale jak pustynie pokonaliśmy to podróż przy wodzie nie powinna nam sprawić trudności. - Bierze łyk wody po tych słowach.