Anna de Loiret
Raz się z Thilbautem mogę przespać - wzruszyła ramionami. Miłą ma sierść, czaprak się pod głowę położy i dobrze będzie.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Raz się z Thilbautem mogę przespać - wzruszyła ramionami. Miłą ma sierść, czaprak się pod głowę położy i dobrze będzie.
Pozostali bywalcy szynku przestali zwracać na Was uwagę, znów powrócili do swoich rozmów.
Alessio
A Tobie to nie przeszkadza Pani? - zapytał elfkę
Skoro potrafię zasnąć na kocu rozłożonym na ziemi, to tym bardziej będę potrafiła na rozłożonym na sianie Liothannea wzruszyła ramionami i podała karczmarzowi monetę. Ten zniknął na moment na zapleczu by po chwili przynieść Wam siedem obroków z owsem.
Alessio
Zanieś to do stajni,my przyprowadzimy konie - powiedział do karczmarza po czym skinął na Christopha by ten pomógł mu i Arathenie w zajęciu się ich wierzchowcami
Ależ Panie, nie mogę ostawić szynku bez opieki, kiej mam w nim gości. Dziewki służebnej mi nie staje. Wczoraj... tak dobrze mówię, będzie to wczoraj. Koń się spłoszy co wóz ciągnie. Łachudra stygan ściągnie wodze, ale bydle ani mrugnie, tylko chyżo pobiegnie naprzód. Ale uważajcie Panie co się zdarzy. Dziewka wyjdzie chwilę potem z drzwi szynku, a wóz wprost na Nią ciągnięty przez tą szkapę, oby wyliniała. Jej szczęście, że pod koła Jej nie weźmie. Ręka ani chybi na trzy się Jej wygnie, przez miesiąc tacy nie podniesie, ani ścierki nie użyje. To każę jej siedzieć w sadybie co by się pod nogami nie kręciła - odparł oberżysta.
Daj mi, zaniosę westchnęła Liothannea I tak iść muszę, by żaden z Was nie stracił dłoni gdy wyciągnie ją do mego wierzchowca. Szynkarz podał obroki elfce.
Alessio
Skoro nalegasz Pani...., a Ty zaprowadź mnie do niej może zdołam pomóc....
Jak tylko posiłek zjecie, a szynk opustoszeje. Wpierw jednak muszę go przygotować Panie, szewce się same nie ugotują - odparł kuternoga.
Arathena
Ciekawa jestem czemu cyrulik taki jakiś niechętny do mnie jest. Na żartach nic a nic się nie zna... Wszystko bierze do siebie. Biedna Anna, szkoda dziewczyny. To prawda co mówią... Miłość jest ślepa... Dobrze że mam ją tylko do ojca odprowadzić a nie za przyzwoitkę robić. Może Pan Tankred de Loiret będzie miał na nią jakiś wpływ. Kogo jak kogo ale Ojca chyba Anna posłucha. No chyba, że ćwoka za zięcia chce mieć.... A co mi tam... niech robią co chcą. Ja im świecy trzymać nie będę i prześcieradeł pilnować.... Biedny Giermek by pasował do niej... Żal chłopaka. Na mnie obrażony już do końca życia będzie, i nie ma się co dziwić... Co bym nie powiedziała do niego teraz to i tak będzie za mało. Szkoda tylko, że we mnie widzą winę całego tego chędożonego bałaganu. Ale cóż, kim ja jestem. Przepatrywaczka wynajęta by ich do celu dowieść....
Co koniku.... Odpocząć byś chciała? Ucałowała policzek konia i pogłaskała po szyi///
Anna de Loiret
To ja sobie oczami wyobraźni popatrzę na rycerza, który zawsze wolał być przy mnie, to się nazywa miłość... Raz tylko takiej doświadczyłam... Powiedziała pierwsze zdanie tonem rozkapryszonej księżniczki, a drugie jakoby rozmarzona, zerkając katem oka na Alessia.