Ricardo
Albo się spoźniliśmy, albo jeszcze tu nie dotarli. Zeskoczył z konia i wszedł spokojnym krokiem do lazaretu, nie spodziewał się żadnego oporu.
Wersja do druku
Ricardo
Albo się spoźniliśmy, albo jeszcze tu nie dotarli. Zeskoczył z konia i wszedł spokojnym krokiem do lazaretu, nie spodziewał się żadnego oporu.
Inigo de Gastor
Wpadł do namiotu konno, z mieczem w dłoni, jeszcze przed nosem Ricardo, któremu niezbyt się widocznie spieszyło...
Rodrigo de Suarez:
No gdzie do namiotu pełnego rannych z koniem kuźwa... - zeskoczył z konia, jednocześnie oglądając się w okół czy nie ma tu jakiegoś pierdolonego dzikusa. Chociaż nie... Do konia CHYBA nie podejdzie. Wyjął od razu miecz i rozgląda się za jakimiś wrogami do ubicia.
Alejandro
A co z waszymi wierzchowcami idioci?! Ja ich pilnować nie będę! krzyknął i wjechał pochylony do namiotu/
Rodrigo de Suarez:
A na chuja ci ten koń w namiocie pełnym rannych?! - odkrzyknął mu.
Ricardo
Alfonso to mądry ogier, sam nie ucieknie, jak masz wierzchowca co Cię nie słucha to Twój problem... Odparł zanim wszedł do środka.
Alejandro
Martwy nikomu na nic się nie zda. Jak wam na nich nie zależy to róbta jak chceta! Kawalerzysta co o konia nie dba to rzyć a nie żołnierz!
Mateo
Zamknął oczy wiedząc, że zaraz jego żywot, w którym uszczęśliwił tyle kobiet dobiegnie kresu... Wszystkie bez wyjątku miały zaszczyt mieć do czynienia z największym uszczęśliwiaczem jaki kiedykolwiek ziemia nosiła.... Tyle szczęścia i radości im dał... Wpompował w nie energie tak potrzebną do życia. To dzięki niemu budziły się każdego ranka z uśmiechem na ustach... Życie dla nich nabierało nowego sensu...... A to wszystko dzięki skromnemu i uczynnemu Mateo de Marazowi...
To tu na tym zapomnianym przez Boga padole przyjdzie mu pożegnać się z tym światem... Zapewne pójdzie do Nieba... A może lepiej do piekła?.... Kogo może spotkać w Niebie? Cnotliwe kobiety do, do których komnat nikt się nie zakradnie?... o,nieeeee... To nie jest miejsce dla niego.. To już lepiej w piekle mu będzie.... Rozpusta i wieczna zabawa... O,,, To jest Raj dla niego....
Mateo
Nagle ciało dzikiego przeszył miecz,ten ze zdziwieniem spojrzał na ostrze które nagle wyszło z jego klatki piersiowej po czym osunął się na ziemię,za nim widzisz jednego z rannych który spojrzał na Ciebie a następnie splunął krwią mówiąc przy tym - Kretyn! - i pojękując z bólu z powrotem zaczął odczołgiwać się na swoje miejsce....,niemal w tym samym czasie w wejściu pojawili się Twoi towarzysze
Pozostali
Wparowaliście do namiotu akurat w momencie w którym jeden z rannych,w którym Alejandro rozpoznał Xaviera, przeszył mieczem indianina najwyraźniej szykującego się do wykonania egzekucji....,gdy ten opadł na ziemię Waszym oczom ukazał się Mateo z mieczem w ręku obok którego leżą także dwa inne ciała dzikich....Zdaliście też sobie sprawę że namiot jednak nie jest tak duży jak by się wydawało i tylko cud sprawił że nikogo nie rozjechaliście ani nie zdeptaliście....
Ricardo
Spóźniliśmy się jednak. Ale nic się nie stało, to dobrze. Rzucił beznamiętnie i wyszedł z namiotu do swojego wierzchowca.