-
Catherine
Beatrice i Lothiriel też?Ojej....,jakie to miłe.... - powiedziała znów wyraźnie wzruszona i zaraz ucałowała Adele w policzek mówiąc - Wiem że chciałaś,nic nie szkodzi,dobrze że zasnęłaś i wypoczęłaś.... - dała jej jeszcze deikatnego prztyczka w nosek i dodała - A skoro znasz drogą to prowadź,moja mała księżniczko
-
Catherine:
Adela zachichotała wtulając się na chwilę, ale po chwili wskazała palcem i rzekła - chyba nie muszę cię do niej prowadzić, patrz! Zauważyłaś, że Lothiriel na swym białym niczym śnieg wierzchowcu ćwiczy jakieś jeździeckie sztuczki. Królowa ma na sobie niedługą, bo nie sięgającą kolan sukienkę w takim samym kolorze co sierść jej konia. Jej rękę i kostkę zdobią złote łańcuszki, a klejnot na pierścionku błyszczy w promieniach słońca, zapewne bez ingerencji magii.
-
Catherine
Bez zastanowienia podbiegła do niej z uśmiechem na ustach,wciąż trzymając Adele za rękę,i stanęła na tyle blisko by ją zauważyła i na tyle daleko by nie przeszkadzać jej w zabawie,cierpliwie czekając aż skończy,cóż przynajmniej póki co cierpliwie....
-
Catherine:
O! Moja córeczka już ozdrowiała? Spytała radośnie Lothiriel, podjeżdżając do Ciebie i Adeli.
-
Catherine
Tak,to Twoja zasługa...,jeszcze nikt się tak o mnie nie troszczył,dziękuję.... - powiedziała na chwilę przytulając się do jej nogi,po czym puściła ją,posłała przyjazny uśmiech na odchodne i zaczęła iść w stronę namiotu,nie przeszkadzało jej nazywanie córeczką ale wciąż nie czuła by Lothiriel była jej jak matka....
-
Kersijana
Dała się jeszcze przez chwilę obcałowywać i pieścić po ciele ale w końcu bez słowa jednak uśmiechając się do elfa ruszyła w stronę namiotu księżniczki trzymając Elfa za rękę.
-
Catherine:
Gdy tylko puściłaś Lothiriel i się odwróciłaś, ujrzałaś znajomego Ci rycerza Lwa, którego zaganiają gdzieś dwaj sierżanci Gryfa. Biją go przy tym i poniżają, śląc przekleństwa w jego stronę. Ten nie ma spętanych rąk, u pasa zaś przypięty miecz ale jakby z dumą to znosi. Masz pewność, że to ten, który ocalił życie Twoje i Adeli. W oddali widzisz też Kersijanę z jakimś Noldorem, trzymają się za ręce.
Kersijana:
Widzisz tą samą scenę co Catherine... W tym i ją za bitym rycerzem.
Techniczny
Kersi i Cat są naprzeciwko siebie w sporej odległości, między nimi jest naparzany rycerz.
-
Catherine
Natychmiast przestańcie bo ze mną będziecie mieli do czynienia! - krzyknęła władczo sama zdziwiona swoim tonem i zaczęła wściekle iść w ich stronę
-
Kersijana
Co wy robicie? krzyknęła nagle starając się wypuścić rękę Elfa i podbiec do bitego rycerza... Spostrzegła Cathy która równie jak i ona była oburzona bestialstwem Rycerzy Gryfa...
-
Catherine, Kersijana:
Adela próbowała podbiec również zezłoszczona, ale w porę chwyciła ją królowa i wzięła na swe siodło. Jeden z Gryfów odkrzyknął - to bydło z zakonu Lwa, nie widzicie?! Należy mu się!