-
Anna de Loiret
Nie, nie chciałam zapinać pasa podgardlanego bo to nie ma sensu na krótką chwilę, uznałam że sam się domyślisz by zapiąć jak będziesz naprawdę szykował konia przed jazdą - odparła. Tylko pamiętaj, że musi ci się zmieścić między gardłem konia a pasem pięść, żeby miał wygodnie. A teraz siodło - wzięła siodło i położyła je na kłębie swego wierzchowca, po czym zsunęła na grzbiet. Dokładnie tak musisz zrobić, tutaj też ma ci wejść ręka - wskazała na miejsce pod przednim łękiem. Potem zapinasz popręg, delikatnie na razie na pierwszą dziurkę, opuszczasz strzemiona z obydwu stron i prawie gotowe. Ale jak wsiądziesz - kontynuowała dosiadając Thilbauta - trzeba dopiąć popręg, robisz to zawsze po rozstępowaniu. Galopem lepiej nie ruszaj od razu, bo potem chodzić mógł nie będziesz. Najłatwiej o tak - położyła nogę na przednim łęku niemal i dopięła popręg. Musisz to robić na wyczucie, nie zerkaj. Podobnie z obniżaniem i podwyższaniem strzemion, o tutaj jest ten pas. No no no... O! Gotowe! Uśmiechnęła się i spojrzała z grzbietu Thilbauta na ukochanego, czekając aż zrobi to samo. Staram się Aratheno, mam nadzieję że zrozumiale tłumaczę, nauczycielką dobrą nigdy nie byłam. Zachichotała przypominając sobie, jak niegdyś uczyła znajomą szlachciankę gry na lutni.
-
Alessio
Jak najbardziej zrozumiale - odparł ukochanej odwzajemniając uśmiech i starając się powtórzyć jej czynności, gdy skończył i znalazł się w siodle,ujął ją za rękę po czym przeniósł wzrok na Arathenę i odrzekł jej nieco zdziwiony takim zainteresowaniem dla jego nauki tym bardziej że wcześniej zdawała się go bardzo nie lubić.... - zresztą jak widzisz Aratheno,Ania to świetna nauczycielka - po chwili dodając - Skoro jesteśmy już w siodłach to może krótka przejażdżka przed kolacją?
-
Christophe Leroy
Lizus... - pomyślał sobie widząc te wtrącenia Aratheny.
-
Jak chcecie, zimne raki już pewno nie będą tak dobre rzekła Liothannea, szepnęła coś do ucha swemu rumakowi i poszła do szynku.
-
Arathena
Dupek. widząc giermka
-
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się jak dziewczynka na słowa ukochanego, całując go po tym w usta. Ale nie wyjeżdżajmy poza osadę, nie znam za bardzo tych okolic. Zobaczymy czy mnie złapiesz! Ruszyła galopem poganiając Thilbauta energicznymi puknięciami łydkami.
Techniczny
Ania będzie krążyć wokół budynków, unikając skupisk ludzi.
-
Alessio
Pieprzyć kolację,wolał bym nic nie jeść i móc ganiać za nią całą noc po tym zadupiu - pomyślał po czym śmiejąc się ruszył za ukochaną starając się ją dogonić
-
Trochę odjechaliście poza największe skupisko zabudowań, Alessio musiał do cwału przyspieszyć by dogonić Ukochaną.
-
Alessio
Dogonił ukochaną ze śmiechem,zwolnił do jej tempa jazdy i ujął ją za rękę mówiąc - Złapana! I nie chcę Cię nigdy ze swych rąk wypuścić...
-
Arathena
Poszła za Liothanneą do oberży....
Skinieniem głowy powitała biesiadników.
Do karczmarza... witajcie... rozejrzała się trochę na około, ale nie dlatego by coś oceniać czy obawiając się czegoś. Raczej z ciekawości.
Około pięć wschodów słońca mógł tędy przeprawiać się Dostojnik... Nie sposób go by było nie zapamiętać. Opisała wygląd ojca Anny.
To ważne... Jej oczy nie wyrażały żadnych złych ani wywyższających się emocji.