Catherine
Nie wyrywała dłoni,jednak gdy ją puścił niemal od razu powiedziała - Prowadź Adele....,wystarczy tego mówienia o mnie....
Wersja do druku
Catherine
Nie wyrywała dłoni,jednak gdy ją puścił niemal od razu powiedziała - Prowadź Adele....,wystarczy tego mówienia o mnie....
Arstan
Pokręciłem się po obozie i widzę macie tu bardziej piknik, niźli obóz wojskowy i w nim ludzi gotowych na wojnę, oj czarno wiedzę odzyskiwanie tronu rzekł patrząc z podziwem na ćwiczebną walkę
Kersijana
No mówię... chora była jeszcze wczoraj więc pewnie dlatego nie ma dobrego humoru. Gdy ją znaleźliśmy jak z Adel siedziała przemoczona jak kura, ale opiekowała się nią jak własnym dzieckiem... To dobra dziewczyna ino coś ją trapi... zresztą mniejsza o nią...
Gdy doszli do namiotu księżniczki i weszli do środka... Och Beatrice, Eliochir miał wczoraj się z Tobą spotkać,,, Wybacz mi, to moja wina, że... Zasiedzieliśmy się i zupełnie straciliśmy poczucie czasu....
Arstan:
Rycerz schował swój miecz do pochwy, gdy usłyszał Twe słowa. Założył ręce na piersiach i rzekł - uważasz zatem, że skoro się darzą przyjaźnią, szacunkiem i wręcz braterstwem, to będą gorzej walczyć? Uważasz, że mam postępować z nimi tak jak w armii Imperium?
Catherine:
Dość? Naprawdę? Spytała Adela słodkim głosem i patrząc niewinnie na Ciebie, mrugając oczkami.
Kersijana:
Beatrice wstała i podeszła do Ciebie - ach tak, chciałam porozmawiać z wami oboje, ale nie tylko, też z Catherine i tym rycerzem z zakonu Hebanowej Rękawicy... Kersijano, mam do ciebie pytanie... Boisz się?
Catherine
Tak.... - powiedziała krótko i wzięła ją za rękę - Prowadź wreszcie,chcę jak najszybciej zajrzeć do Margaret....
Catherine:
Nie mam siły hihi - odparła Adela i zatrzymała się z wrednym uśmieszkiem.
Catherine
Co za żmija! - powiedziała poirytowana jednak mimowolnie się do niej uśmiechnęła,wzięła ją na ręce,tak jak matka bierze swoje dziecko i dodała - Zatem kieruj mnie głosem!
Arstan
Ależ ja nie bronię im przyjaźni, czy też braterstwa, ale są strasznie radośni, a wojna to nie zabawa, boję się że jak zobaczą śmierć przyjaciół mogą się załamać lub ruszyć do straceńczej szarży. Mam nadzieję, że znasz ich na tyle by wiedzieć co dla nich dobre, ja tylko mówię to co spostrzegłem i obawiam się, że jeśli nie będą odpowiednio przygotowani to po dwóch trzech bitwach będziecie mieli armię mimowolnych kukieł.
Arstan:
To świadomość, że każdy dzień może być ich ostatnim sprawił, że są do siebie tak przywiązani i chcą każdą chwilę uczynić szczęśliwą. Większość z nich widziała śmierć, walczyła mężnie wiele razy i wiem, że nie zawiodą.
Tymczasem zobaczyłeś znajomego rycerza Lwa w niewoli i... Catherine, niosącą na rękach jakąś dziewczynkę.
Catherine:
Mrr hihihi - zachichotała Twa siostrzyczka wtulając się. Nakierowała Cię odpowiednio i zauważyłaś jakiegoś rycerza Gryfa, który według Adeli jest Archibaldem, oraz znajomego Arstana...
Catherine
O,witaj Arstanie,widzę że Tobie też się udało.... - rzekła na powitanie choć nie wyglądała na szczególnie zadowoloną z faktu spotkania starego znajomego,od razu też podeszła do rycerza gryfa i dodała - Tyś jest panie Sir Archibald?