Alessio
Również zamknął oczy,nie pragnął niczego innego niż żeby ta chwila trwała wiecznie,nie interesowała go reszta drużyny ani czekające na nich jedzenie,chciał po prostu trzymać ją w swych objęciach i już nigdy nie wypuścić....
Wersja do druku
Alessio
Również zamknął oczy,nie pragnął niczego innego niż żeby ta chwila trwała wiecznie,nie interesowała go reszta drużyny ani czekające na nich jedzenie,chciał po prostu trzymać ją w swych objęciach i już nigdy nie wypuścić....
Nie chętni prawić będą przy mnie o tym, ale jeśli dalej drogi się będą trzymać to pewno do źródeł rzeki Gilleau w Masywie Orków leżących dotrą. Niebezpieczne to tereny, jak sama nazwa wskazuje odparł kuternoga.
Christophe Leroy
Tyle czasu minęło, a ich jeszcze nie ma... Sprawdzę sobie czy jedzenie jest już gotowe. A jak nie wrócą to trza będzie ich zacząć szukać... - powiedział, po czym zaglądnął do budynku coby sprawdzić, czy jedzenie już jest gotowe.
Anna de Loiret
Cienie spadły, a nadzieja uciekła... Wyszeptała słowa pieśni, którą uprzednio śpiewała i nie wyrywając się z uścisku spojrzała w niebo...
Alessio
Nadzieja będzie póki Bretonnia ma takich oddanych poddanych jak Ty - powiedział szczerze, odgarniając jej włosy za uszy a następnie łącząc swe usta z jej w pocałunku
Arathena
Nie twierdze, że mówić wprost by zachcieli. Ale Przy przeprawie po dłuższej jeździe to chwila rozluźnienia jest czasem... może ktoś przypadkiem usłyszał... Ale dzięki i za to.... Uśmiechnęła się do kuternogi...
Smakołyki widzę przygotowaliście... Płacił kto za nie już?
Tak, zapłaciła ta Jaśnie Pani, która z Tobą Pani raczy tu przybyć chwilę temu pokłonił się przed Liothanneą, ta już zajęta jest spożywaniem posiłku. Do szynku zajrzał Christophe widząc Was przy apetycznie wyglądającym jedzeniu.
Arathena
Podziękowała i podeszła do stolika przy, którym siedziała Elfka...
usiadła koło niej i zaczęła jeść swoją porcję...Ojciec Anny do źródeł rzeki Gilleau w Masywie Orków pewno podąża. karczmarz pamięta, że pięć dni temu jechali...
Nic nie nadrobiliśmy i cały czas przed nami tyle samo drogi są. Myślisz pani, że zdążymy na czas?
Wątpię by do samego masywu zmierzał, pewno tylko w tym kierunku jechał, a po drodze odbije z traktu na wschód, do lasu. Bez armii raczej nie będzie zapuszczał się w matecznik zielonoskórych odparła w elfim pomiędzy kolejnymi kęsami mięsa. A czy na czas zdążymy, nie wiem. To zależy gdzie urządzona zasadzka.
Arathena
By zasadzce w porę zapobiec musimy ich jakoś dogonić. Jeśli dobrze prawisz pani i ojciec Anny skręci na wschód jest szansa że nadrobimy coś. Ale droga na północ niebezpieczna. Trza by innych zapytać. Ja myślę, że gdy oni skręca to my powinniśmy dalej prosto jechać. Co by nie patrzeć jeśli w porę nie złapiemy ich to I tak żywot nasz będzie marny... Wojna wszak chyba nam grozi a od nas teraz chyba dużo zależy... O ile dobrze zrozumiałam mamy szansę jej jakoś zaradzić... Czy pakować się do leża Orków jest dobrym pomysłem czy szalonym trudno teraz rzec. Ale obawiam się ze innej możliwości nie ma. Czasem trza zaryzykować... No chyba że inne pomysły będą... Ja otwarta jestem na rozumne argumenty....