Cytat:
Po niezliczonej ilości przesłuchań, prawie trzy miesiące od wydania pora chyba coś napisać na temat na temat najnowszego dzieła Dziewicy. Jako, że zacząłem swoją przygodę z Maiden w październiku 2008 roku jest to pierwsza płyta, której nagrywanie, promocję i ostateczne wydanie od początku nieustannie śledziłem, czemu w kilku momentach towarzyszyły dość mieszane uczucia, jednak dość szybko po zakupie zdałem sobie sprawę, że mamy doczynienia z kolejną świetną płytą zespołu, godną swoich poprzedniczek.
Satelite 15... The Final Frontier
Już od pierwszego przesłuchania wydanego przed premierą teledysku utwór wpadł mi w ucho! Co prawda samo intro zdołałem zaakceptować, a z czasem polubić dopiero po trzecim odsłuchaniu,teraz uważam, że razem z drugą częścią świetnie definiują całkoształt płyty.
El Dorado
Podobnie jak dla większości fanów utwór ten wydaje się być najsłabszym ze wszystkich, a pomysł na wydanie go jako singla promocyjnego okazał się lekko mówiąc nietrafiony, jednak z czasem dało się go polubić. El Dorado szczególnie zyskało podczas chronologicznego odsłuchania utworów, znikają wtedy główne wady utworów, który bardzo dobrze komponuje się w całość płyty.
Mother of Mercy
...to kolejny dobry utwórna na płycie, chociaż podobnie jak przy El Dorado trochę odbiega od pozostałych. Mimo to Mother of Mercy bardzo szybko wpada w ucho i może poza refrenem nie można mu niczego zarzucić.
Coming Home
Od tej świetnej ballady zaczyna się prawdziwa uczta dla melomana. Wielu zarzuca Maiden zasadę pisania wolnych utworów jako błąd, jednak zarówno przy Out of the Shadows, jak i teraz muszę się sprzeciwić. Utwór już od pierwszej nuty szybko wpada w ucho i od początku do końca raczy nas przyjemną i delikatną melodią. Najlepszy kandydat na pierwszy singiel.
The Alchemist
To pierwszy utwór Janick'a, który od dawna przezwyczaił mnie do pisania jednych z najlepszych utworów na płytach (co przy tak silnej konkurencji jak Steve, Adrian, czy Dave jest nielada wyczynem). Początkowo trochę się na nim zawiodłem, jednak po szybkiej refleksji przesłuchałem utwór ponownie z o wiele lepszymi wrażeniami. Mimo, że utwór najlepszy na płycie nie jest trzyma bardzo wysoki poziom, a szybka melodia od razu wpada w ucho!
Isle of Avalon
Isle of Avalon to jeden z najbardziej klimatycznych utworów na płycie. Już początkowe intro wprowadza nas w mocno baśniowy klimat, by z czasem wybuchnąć i swoją szybką melodią opowiedzieć nam celtycką legendę. Co ciekawe utwór nie ma słabych stron, nie sposób go nie pokochać od pierwszego odsłuchania! Kolejnym plusem jest jego bogactwo, od wolnego klimatycznego intra przechodzimy do szybkiej, wpadającej w ucho melodii by w środku raczyć się przepięknymi solówkami Trzech Amigos. Naprawdę świetny utwór!
Starblind
to kolejny bardzo dobry utwór na płycie, a według wielu najlepszy. W porównaniu do poprzednich kojarzy mi się z połączeniem klimatu Isle of Avalon z energią The Alchemist. Również zaczyna się od intra, które dość szybko przenosi nas do sedna utworu. Kolorytu dodaje mu świetna zmiana tempa w czasie refrenu, iście mistrzowska robota!
The Talisman
Na koniec Ironi zostawili nam trzy najlepsze utwory, które otwiera The Talisman Janick'a. Utwór zaczyna się przepięknym akustycznym intrem w którym Bruce opowiada nam o dramacie ludzi uciekającyzh z ojczyzny w poszukiwaniu lepszegoświata swoich snów. podróż nie okazuje się łatwa, o czym dowiadujemy się tuż po intro, gdy eksplozja trzech gitar przenosi nas w sam środek sztormu w którym znalazły się statki naszych bohaterów, którzy mimo siejącego zniszczenie żywiołu próbują płynąć dalej co pod sam konicec ostatecznie im się udaje. Utwór jest prawdziwym arcydziełem, a Janickowi w świetny sposóbudało się przedstawić dramat ludzi walczących z żywiołem, a świetne słowa Stevea dopełniły dzieła.
The Man Who Would Be King
Dave już drugi raz z rzędu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Należy się już chyba przezywczaić do tego, że w Jego przypadku mała ilość utworów przekłada się na ich wysoką jakość. Piękny utwór, ze świetnym refrenem, wspaniałą melodią iświetnymi solówkami!
When the Wild Wind Blows
Na sam deser dostajemy dzieło bezdyskusyjnie najlepszego kompozytora spośród wszystkich Ironów - Steve'a. Już na początku utwór daje się poznać jako łagodny i szybko wpadający w ucho kawałek (choć tak kolokwialne określenie mało pasuje do tego iści królewskiego utworu). Przyjemny lekki głos Bruce'a wprowadz nasw głównytemat utworu jakim jest "dziki wiatr". Podobnie jak wiele wcześniejszych utworów utwór jestbardzourozmaicony iskłada się z kilku śiwetnie ze sobą współgrających części, każdy znajdzie tu coś dola siebie, każdy bez wątpienia zakocha się w jego melodii. Tak wielka jest magia tego utworu świetnie zamykającego całą płytę! Sam się złapałem na tym, ze po jego zakończeniu z wrażenia całkowicie zabrakło mi tchu i kilka kolejnych minut spędziłem namozolnyej próbie odtworzenia sobie w pamięci Jego magii, która (o zgrozo) całkowicie przyćmiła pozostałe utwory, aż wstyd się przyznać, ale po pierwszym przesłuchaniu w pamięci pozostał mi tylko Wild Wind!
Podsumowywując Ironi poraz kolejni udowodnili swoją wielkość i kunszt swojej muzyki. Bez wątpienia utwierdzi nas swoich fanów w wierze, że Oni nie mogą nas zawieść, a wielu młodych dzięki tej płycie może zacząć swoją wielką muzyczną przygodę z tym niewątpliwie bezkonkurencyjnym liderem wśród dzisiejszych zespoów muzycznych