Wojska Konfederacji Ładu przypuściły natychmiastowy szturm na mury Karaku Debgrung. Siła Jaszczuroludzi i Elfów była wielka, nie bali się oni konfrontacji z żadnym wrogiem. Kiedy jednak ruszyli pod mury miasta zdziwili się wielce. Na murach praktycznie nie było obrońców. Niewielki oddział Egzekutorów z Har Ganeth jako jedyny próbował utrzymać mury miasta. Dla czego Mrocznych Elfów było tak niewielu? Czy to jakiś fortel? Tego spodziewali się Torendil wraz z Kroq'Garem, dla tego wysłali niewielkie oddziały zwiadowcze wgłąb miasta. Jedyne jednak co zauważyły to tłumy krasnoludów, dobijających ostatnich uciekających egzekutorów. Na przód regimentów, a raczej zbieraniny wszystkich klas społecznych krasnoludów wyszedł krępy osobnik odziany w piękną zbroję Żelaznego Rębacza, po czym rzekł:
,,Jeden krok dalej Elgi, a posypią się bełty!''
Po czym wojowicy krasnoludzcy odsunęli się by zrobić miejsce kusznikom. Skąd wzięło się tam nagle tak wielu krasnoludów? W głowach Asurów pojawiło się tylko jedna możliwość - te paskudne karły zamknęły się w głębokich kopalniach gdzie przeczekali okupację Druchii!
// Jakie są dalsze rozkazy dla zwiadowców? Co mają uczynić?
