http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html
Nie widziałem gdzie wrzucić...
Zeby PIS składał się z takich Migalskich, Poncyljuszy...
Wersja do druku
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html
Nie widziałem gdzie wrzucić...
Zeby PIS składał się z takich Migalskich, Poncyljuszy...
Pozwoliłem sobie wydzielić wątek, bo rzeczywiście kompletnie nie ma gdzie wrzucać tego typu linków. Do tego PiS jest częstym tematem dyskusji w Agorze, więc teraz będzie do tego odpowiedni wątek :)
Tu cała treść listu otwartego, o którym mowa w linku podanym przez Barsę http://migal.salon24.pl/221004,list-...a-kaczynskiego
MIGalski poleciał.. :lol: Prezes pewnie wezwie go na dywanik.. Tekst pomimo tego co w nim napisano i tak jest słabą krytyką.. Słowa typu:
Był jednak czas, gdy był Pan politykiem lubianym i cenionym – to okres przed 2005 rokiem i czas ostatniej kampanii wyborczej.
są śmiechu warte. Przed 2005 rokiem nikt nie widział Kaczyńskiego "w akcji" i tylko cesarz Lech I Gdański wieszczył ale nikt go nie słuchał.. :lol: Za to w ostatniej kampanii widzieliśmy aktora grającego rolę owieczki, która wymyśliła sobie, że Platforma przypuści frontalny atak na politykę brata, której sam Jarek miał być kontynuatorem a tu klops bo "Ci co stali po stronie zomo" zmienili styl gry i znowu znaleźli się o kilka kroków przed Jarosławem i jego świtą.. Nie pomyśleli, że ktoś może być bardziej przebiegły w drodze na szczyty władzy i lepiej to ukrywać..
Pan nie lubi mediów i media nie lubią Pana, ale czy nie powinno być tak, że politycy z naszej partii, którzy mają umiejętność komunikowania się z mediami, powinni być promowani, a nie prześwietlani pod względem lojalności i wierności?
Czyżby tu się krył jakiś sygnał związany z nielojalnością jakiegoś skrzydła partii..? Hmm może prezes wywęszył jakiś spisek związany z odejściem ugodowego skrzydła PiSu..
Co do drugiej kwestii – nie może być tak, że atakuje Pan dziennikarzy personalnie, że poucza ich Pan, że zarzuca im Pan pisanie haniebnych bzdur i hiperoportunizm, że odnosi się Pan do ich życia osobistego. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dziennikarzy, którzy na dźwięk słowa „PiS” nie toczą piany z ust. Jak mamy wygrywać wybory, jeśli Pan jest na stałej wojnie ze światem mediów? Jak mamy zwyciężać, jeśli kolejne stacje radiowe i telewizyjne są obiektem naszych ataków? Czy wyobraża Pan sobie Donalda Tuska rugającego szefów największych mediów?
Doskonały przykład tego, że PiS z Jarkiem na czele nie ma szans wygrać już wyborów.. Nie po tym, kiedy Donald Tusk złożył deklarację iż prezydentura go nie interesuje..
Bez Pana nie przetrwamy, z Panem nie wygramy.
Idealne określenie sytuacji w jakiej znajduje się PiS.. Nie podejrzewałbym o to Migalskiego..
dlatego tak ważne są nie tyle programy, manifesty, dokumenty ideowe, co image, wizerunek, opinia, przekonanie.
I kolejne zaskoczenie.. przecież co chwilę słyszę krytykę, także m.in. z ust Migalskiego o tym jakie złe jest wykorzystywanie przez PO speców od wizerunku.. Wychodzi na to, że jeżeli oni to robią to jest złe a jeśli my to musi to być dobre..
Partia nie może przypominać grupy nieodróżnialnych od siebie agentów Smithów z Matrixa
Szczerze wątpię, żeby prezes wiedział o co chodzi.. Jeśli to nie wie, że marihuana jest z konopi to o tym ma wiedzieć..
Nie wszyscy są tak doskonali, jak Pan. I piszę to bez zbędnej dawki ironii. Ja naprawdę uważam, że jest Pan doskonalszy ode mnie, że Pana życie jest bardziej oddane krajowi i Pana zachowania są bardziej kulturalne i godne szacunku, niż moje.
:lol: Chciałbym widzieć jak pisał to zdanie.. Kisiel w majtach pewnie miał.. Taki zachwyt nad kimś kto jest po prostu "mały" w każdym tego słowa znaczeniu.. To jest chore.. :lol:
Czy nie może Pan akceptować ludzi z ich słabostkami i po prostu śmiać się tego, zamiast oburzać i publicznie defenestrować?
Pozwolę sobie odpowiedzieć za prezesa.. NIE :lol:
Ogólnie to pełno w tym tekście naiwności ze strony Migalskiego.. wierzącego w odwrót sytuacji na korzyść PiSu "ponad" mediami.. A już największą naiwnością jest to, że wierzy on iż w taki sposób Jaro zmieni sposób prowadzenia siebie i partii..
I ostatnie.. śmieszne jest to atakowanie PO w prostacki sposób jak na doktora zaraz po konstruktywnej krytyce Prezesa..
Co do Migalskiego - znam go i jedno co mogę powiedzieć to to, że gość na pewno głupcem nie jest (choć jest narwany i bywa irytujący, skromnością też za bardzo nie grzeszy). Może też i zmienił się trochę po wyborze na europosła, bo słowo "kompromis" zagościło na jego ustach (nie pisze tu o wypowiedziach publicznych).
Styl pisma wynika zaś z kilku (co najmniej) rzeczy:
1) Migalski zdaje sobie sprawę z tego, że bez Kaczyńskiego PiS może przestać istnieć, więc jego pozycji jako takiej podważać nie może, nie może więc "prezesa" totalnie skrytykować.
2) Zapewne jest mu wstyd za to co się dzieje i nie chce być z tym wiązany, ale liczy też, że wielu myśli podobnie - i tu chyba ma rację (kilku "liberalnych" polityków PiS już się w tej sprawie odezwało - jak na ta partię to wydarzenie niesłychane!).
3) Nie można wykluczyć, że mu naprawdę na losach PiS zależy. Więc delikatnie próbuje Kaczyńskiego opamiętać (tonący brzytwy się chwyta) - do stracenia i tam ma niewiele, bo przy tej strategii losy PiS-u są i tak przesądzone.
Migalski wedlug mnie jest umiejetnym, zdolnym politykiem, ciekawa osoba, osobiscie, uwazam go za najwiekszy potencjal srodowisk PiSowskich. Aczkolwiek PiS chocby Pan Migalski jak nie wiem jak chcial, na te chwile jest skazany na pozarcie (no chyba, ze platforma zniweczy swoja szanse) W PiSie wlasnie brak takich ludzi, brak swiezych innowacyjnych pomyslow. Wnioski Migalskiego sa jak dla mnie troche zbyt daleko idace ,wlasnie jezeli chodzi o fakt, istnienia nieuaktywnionego potencjalu, czy wolnomyslnosci w PiSie, zakrytych przez, rzekomo wspierajacych PO medialnych 'watazkow'. Zbyt duza wyobraznia i nadzieja opawa Pana Migalskiego.
Sa dwie mozliwosci, albo Migalski dostanie nagane, albo prezes, dojdzie do nowych wnioskow, ktore jednak jak mysle, unieruchomia go politycznie i medialnie, przez 'otwartosc' listu, oraz sklonnosci wodzowskie.
Ma sie rozumiec, jest on twoim znajomym?.Cytat:
Co do Migalskiego - znam go
ps.Sorki, za brak Polskich znakow, ale pisze z Szwedzkiego oprogramowania.
http://www.tvn24.pl/0,1670658,0,1,wspie ... omosc.html
Hmm może być ciekawie... choć wątpię, że będzie jakąś poważna debata
ps. Migalskiemu to prezes może... on nie jest w partii, więc środkiem nacisku jest tylko/aż brak miejsca na liście wyborczej.
A i owszem nie jest w PiSie ale wydaję mi się, że jest twarzą tej strony PiSu która poważnie podchodzi do prowadzenia polityki.. ludzi mniej znaczących niż Macierewicz, Kurski etc. lecz takich, na których stratę prezes nie może sobie pozwolić (jeśli pojmuje racjonalnie, co wydaję mi się niemożliwe przy jego obecnym zachowaniu)..
Bez Kaczyńskiego PiS nie istnieje takie jest moje zdanie.. ale bez ludzi typu Kluzik Rostkowska czy Poncyliusz PiS nie ma szans na zdobycie większego poparcia niż 10, 12%.. Twardy "moherowy" elektorat będą mieli zawsze to o elektorat "Platformowy" muszą walczyć.. a bez ludzi takich jak chociażby wymieniłem nie ma szans..
Uwierz mi dla Pana Jaroslawa brak Migalskiego w partii nie jest problemem do udzielenia posredniej nagany, ktora jak mniemam bedzie rownie skuteczna.
Jak chwile temu przeczytalem, Migalski ma poparcie wewnatrz partii (tzn. jedynych osob, ktore te sprawe uwazaja za istotna i rzeczywista, a dokladnie osoby pokroju Migalskiego, a wiec Rostowska i Poncyliusz), a wiec mozliwe, ze sprawa kolejny raz nie zniknie, tylko wreszcie stanie sie przedmiotem obrad nad przyszloscia.
Już nie takie tuzy próbowały prowadzić debatę nad przyszłością PiSu. Nie chciałbym tutaj przypominać Ludwika Dorna, Ujazdowskiego i Zalewskiego, którzy wydaje mi się posiadali większe wpływy w partii niż Migalski, Rostowska i Poncyliusz. Najśmieszniejsze jest to że gdyby tak wziąć Migalskiego, Rostowską, Poncyliusza, Ujazdowskiego, Zalewskiego i nawet Dorna to mamy skład nawet fajnych polityków...
Nie wiem na czym polega magia Jarosława Kaczyńskiego, że wszyscy w około powtarzają mantrę, że PiS bez niego nie przetrwa. Ja osobiście tego nie rozumiem... Zresztą może to i dobrze, że Kaczyński nie jest jednak jakby tego chciała Staniszkis geniuszem politycznym, ponieważ mógłby rozegrać tych polityków tak, żeby wygrać wybory.
Pewnie nie że nie takie "tuzy" próbowały rozpocząć debatę nad przyszłością PiSu.. jednak sytuacja teraz jest zgoła inna.. wydaję mi się, że wtedy wszyscy jeszcze mocno wierzyli w "magię" którą rzekomo miał posiadać prezes.. Teraz, po tak nietrafionych akcjach jak choćby zaprzysiężenie prezydenta czy mówienie o elekcji jako pomyłce to nie prowadzenie polityki dla rozumnych PiSowców ale granie nie wiadomo o co.. Przypomina mi to trochę studenckiego pokera przy wódzie kiedy gra trzech starych wyjadaczy i nowicjusz, który bez kart chce ugrać kolor.. Ten list chyba uświadomił normalnym politykom w PiSie, że z Jarosławem Kaczyńskim nie da się nic osiągnąć.. a z prezesem grającym spokojnego Zycha przegrywa się podwójnie, bo kiedy taka gra nie przynosi skutku to on zamiast milczeć jeszcze publicznie przyznaje, że zmienił się na potrzeby kampanii..
Mieszkamy w tej samej okolicy - on wie kto ja jestem, ja wiem kto on jest. Na ulicy mówimy sobie dzień dobry, od czasu do czasu się spotykamy na jakiejś imprezie (choć tam skąd pochodzi nie jest zbyt popularny). Pamiętaj, że nie jesteśmy z "tej samej bajki".Cytat:
Ma sie rozumiec, jest on twoim znajomym?.
Las Cinco Muertes ma chyba rację - jakaś granica normalności została w PiS właśnie przekroczona i ludzie zaczynają zdawać sobie z tego sprawę. Zaczynają też rozumieć, że wiele nie maja do stracenia. Jeżeli bowiem Pis ma się ograniczyć do "twardego jądra" oszołomów, to co bardziej rozsądni członkowie tej partii i tak będą mieli marną szansę w wyborach. No i może im być po prostu wstyd funkcjonować w takim ugrupowaniu politycznym. Myślę, że tacy ludzie jak Migalski, Poncyliusz czy Kluzik-Rostkowska zaczynają się czuć "przypierani do muru". Nie przepadam za PiS, ale im akurat życzę sukcesu. Bo obecny PiS staje się po prostu niebezpieczny (pomijając, że jest "obciachowy" - także dla całej Polski).
To chyba pochodzimy z tej samej okolicy.. Też miałem okazję poznać Migalskiego i rzeczywiście raczej nie jest tutaj popularny.. Co do niego samego to jakoś nigdy za nim nie przepadałem. Głównie ze względu, w moim odczuciu, na raczej tandetne i mało "polityczne" jego ataki wobec PO, jak chociażby te z ostatniego listu.. Jednakże, zawsze byłem zdania, że jego politologiczne spojrzenie na politykę może być czymś świeżym dla PiSu, ale przy takim zachowaniu prezesa i ignorowaniu głosów rozsądku szansa jaką mógłby być Migalski jest całkowicie marnotrawiona..Cytat:
Mieszkamy w tej samej okolicy
Wiecie mi się wydaje, że takie Karoly Karskie, Suskie i to otoczenie ma nadal znacznie większe wpływy w tej partii niż Ci normalni. Ja bym też zauważył na fakt, że na pewno Kluzik, Poncyliusz i reszta "normalniejszych" ale mniej znanych zdaje sobie sprawę jak skończyli Ujazdowski, Dorn, Marcinkiewicz i Zalewski. Poza tym wydaje mi się jednak, że nadal w tej partii jest mniej osób z frakcji stonowanej niż ludzi sympatyzujących z opcją Ziobry czy Lipińskiego. Zresztą popatrzmy na odzew co bardziej znaczących polityków Prawa i Sprawiedliwości. Spora część jednak negatywnie odniosła się do listu Migalskiego.
A prasa donosi, że Ziobryści knują misterny plan podpuszczania prezesa, w który popada Kaczyński. Ale zaraz, to Kaczyński nie czyta gazet, że ten misterny plan się udaje. Gazety widać podłapują to co wrogowie Ziobry chcą, żeby podłapali. Tak swoją drogą to może się ktoś bardziej orientuje i wytłumaczy ile jest tych frakcji w PiSie? Ja już szczerze powiem się pogubiłem, zakon pc, liberalna frakcja (poncyliusz, rostkowska) i jeszcze ziobryści?
Ja się po prostu nie zgadzam z jego poglądami. Irytuje mnie jego "antyagenturalność" i poparcie dla lustracji (rzecz dla mnie idiotyczna w postaci jaką się ją lansuje i z gruntu szkodliwa dla naszego życia politycznego), jego poglądy na Rosją i wizja stosunków polsko-rosyjskich itd. No i gość wygłupił się przy próbach wszczęcia habilitacji (co zresztą powiązane było z jego lustracyjnymi fobiami). Nie odpowiada mi też jego styl uprawiania polityki - głośny i populistyczny. Choć akurat w ostatnim przypadku nagłośnienie przez niego problemu wydaje mi się uzasadnione (inaczej trudno byłoby mu cokolwiek ruszyć).Cytat:
Co do niego samego to jakoś nigdy za nim nie przepadałem.
Poza tym jest niesłowny - parę lat temu pożyczył ode mnie (z kolegami) sporo materiałów z okresu stanu wojennego (plakaty, broszury - w sumie nic specjalnego) i nie oddał.
Partie sa od tego by wygrywac wybory/czyli w innym tlumaczeniu, w pewnym sensie 'pchac sie do koryta', problem polega na tym jaki maja cel zarzadzaniem tym korytem, ale to juz ogolnikowa dyskusja.Cytat:
Każda partia polityczna jest tyle samo warta. Wszyscy pchają się do koryta.
A jak na razie jako tako najlepszej partii nie ma... Choć niektórzy mogą stawiać na PO ( w tym ja :D ) czy też SLD... Każda ma swoje plusy i minusy... o PiS nie wspomnę bo oni stracili sporą część swoich zwolenników przez aferę "krzyżową" ...
Doczytałem się w "Rz" sprzed miesiąca, że w PiS są następujące frakcje: zakon PC, grupa radiomaryjna (np. Macierewicz), ziobryści, muzealnicy (?), spin-doktorzy, młody PiS, liberałowie. Podobno obecnie zakon PC z grupą radiomaryjną są przeciwko liberałom, spin-doktorom i muzealnikom. Rzeczywiście można się pogubić :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez lofdi
"Ziobryści" hehe trochę mi się to kojarzy z żyrondystami nie wiem czemu.. :lol:
Biorąc pod uwagę, że "S" to teraz praktycznie przybudówka PiS, to jest to chyba dobre miejsce do posumowania okolicznosciowego zjazdu.
1. Bardzo dobre wystapienie Tuska (moim zdaniem). Bardzo treściwe - nie gadał o wszystkim i o niczym tylko dokonał pewnego podsumowania. Pouczył, to fakt, ale celnie (chyba dlatego to tak zdenerwowało wielu obecnych ;) ). Tusk nie jest moim ulubionym "bohaterem" ale za to wystąpienia ma dużego plusa.
2. Brawa dla Krzywonos! Zepsuła spektakl Kaczyńskiemu. To miał być "jego" zjazd, to o jego wystąpieniu miano mówić przede wszystkim a ona zabrała mu publiczność. Może i mówiła emocjaonalnie i niezbyt składnie, ale co chciała powiedzieć powiedziała. Jarosław miał dzięki temu zjazdowi zyskać - a moim zdaniem mocno stracił.
Przy okazji widać było to o czym wcześmniej słyszałem -J. Kaczyński nie umie reagować na niespodziewane sytuacje. Gubi się i traci pewność siebie. Ale to tak na marginesie.
Polecam zobaczyć wystąpienie Henryki Krzywonos na zjeździe Solidarności, jak najeżdża na J.Kaczyńskiego.
http://www.youtube.com/watch?v=_sRwwRRm ... re=related
Widziałem w telewizji, ma rację kobieta...Lech Kaczyński był 15 minut przy obradach podczas porozumień sierpniowych, i wyszedł w pewnym momencie... hehe, a Jarosław nie dojechał...bidula.Cytat:
Zamieszczone przez Brave
to na pewno prowokacja :o :shock: :lol: ,a w ogóle to Tusk z Bronkiem jej zapłacili ,a Putin załatwił wakacje nad morzem Czarnym , zresztą to stara agentka i masonka ta Krzywonos :lol: :lol: :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez Brave
Jarek odsłania przed nami nową jedyną słuszną wersję historii ,niebawem się dowiemy jak to śp Lech spod Wiednia Turka przegonił :lol:
Ja obywatel tego kraju, wyborca, sceptyczny obserwator politycznej sceny liczyłem trochę że PO weźmie się ostro do roboty po obsadzeniu wszystkich głównych władz kraju. Liczyłem że jak nie z własnej woli w trosce o głosy wyborców (i swoje stołki) to pod wpływem ciężkich merytorycznych batów jakie im PIS zgotuje. Przecież teraz o takie baty nietrudno. Polityka gospodarki wodą jest licha wręcz swoim chaosem groźna dla ludności. Kryzys trwa, Niemcy walczą o swoje gazowe maszynki do robienia kasy, zmiany w podatkach przeciwko którym PIS tak walczył zdychającym pluszowym kotem, problemy budżetu państwa, kłopoty z misjami wojskowymi, reorganizacja armii i wreszcie plastikowe buty dla policjantów .... a i to nie koniec.
Słowem spraw do merytorycznego krytykowania mnóstwo. A tu .... no właśnie: niemrawe i bezsensowne "bllleeee" . Czyli jakieś wywlekanie symboli, czasem jakiś głos "innego stanowiska" i tyle. Brakuje tylko eseju o losach pra-dziadka Tuska i to najlepiej na szarym papierze dostępnego wyłącznie w księgarniach parafialnych na specjalne zamówienie i po pozytywnej opinii księdza proboszcza. Są za to jakieś wewnętrzne przepychanki i szukanie winnych wśród partyjnych kolegów. A mógł by być deszcz merytorycznego opozycyjnego sprzeciwu, huragan konstruktywnej krytyki. Ale do tego trzeba najpierw trochę popracować i mieć jakiś własny pomysł i nie bać się krytykowania rzeczy w których samemu brało się udział. To wszystko zdaje się przerasta PIS. Łatwiej bić się o symbole niż o budżet państwa, łatwiej krzyczeć hasła niż wskazywać konkretne rozwiązania - to takie .... PISowskie.
Zdaje się też że dla PIS ważniejsze od losów budżetu państwa, losów naszych żołnierzy i losów narodu są wewnętrzne przepychanki i szukanie ciepłej posadki na następne 4 lata oraz rozdzielanie szans na stołki w samorządach. W międzyczasie konsolidowanie się w cieniu grobów.
PIS - ostatnio żenuuuła nie opozycja.
ostatnio widziałem prezesa PiS'u w telewizji na zjeżdzie Solidarności (nawet nie wiem po co tam przyjechał), ileż nienawiście z jego oczu się wylewało gdy go kamera pokazała. Takiego fenomenu jakem żyw tak dawno nie widział.
Lepiej kłócić się i dzielić niż się przygotowywać do Euro 2012
ostatnie wydarzenia to gwóźdź to trumny pisu.
wywalenie migalskiego- człowieka kreowanego teraz na 'glos rozsadku', a kto widzial jego wystąpienia w telewizji to doskonale pamięta jak fanatycznie, ale i umiejętnie obarczał PO winą za każde wydarzenie- od powodzi po kryzys światowy- ten wie, że w ten sposób Jarkacz stracił chyba ostatniego medialnego polityka ze swojej partii;
czy wystąpienie Krzywonos- też wykreowanej na 'głos rozsądku' tyle, że normalnych ludzi- w koncu swojska baba, ale cóż... wcale nie taka odcięta od polityki i mocno lewicowa od lat- książka o niej wydana przez Krytykę Polityczną to żaden przypadek.
zbliżają się wybory samorządowe i zdziwi mnie jeśli PiS zdoła pokazać do tego czasu ludzką twarz. chyba już za późno.
No heroiczna tramwajarka o nazwisku Krzywonos, która staje przeciwko "kaczystowskiej" wersji historii to jedna strona medalu, ale jest też druga: http://www.pardon.pl/artykul/12389/praw ... ohaterka_aCytat:
Zamieszczone przez Eutyches
"Zebrane relacje świadków przeczą budowanej legendzie, jakoby tramwajarka Henryka Krzywonos, zatrzymując na trasie
swój tramwaj nr 15, rozpoczęła strajk komunikacji miejskiej w Gdańsku, a nawet Trójmieście. Wyjeżdżając bowiem na trasę (i później zatrzymując tramwaj), Henryka Krzywonos nie mogła rozpocząć strajku, gdyż od samego rana (od ok. 4:30) na trasy nie wyjechali kierowcy z zajezdni autobusowej przy ulicy Karola Marksa (dziś gen. Józefa Hallera)".
Teraz będzie problem czy to "antykaczystowski" bohater czy "łamistrajk". W Polsce można się pośmiać. Książkę nowej "ulubienicy starszych i mądrzejszych" promuje Jolanta Kwaśniewska - "mistrzyni stylu".
Nie, to Kaczyńscy zaczęli, jeden drugiego podsadził, bo to maleństwa, i przeszli przez płot :lol: :lol: :lol: Jarek Kaczyński z tego, co wiem, ;) okaże się, że posiada, podobnie jak większość styropianu, dar bilokacji podobnie jak Ojciec Pio :P Tylko, co na to Platfermensi :lol: ? Przy tym płocie jeszcze trochę zrobi się tłoczno, tłumy skakały, nikt bramą nie wszedł :)Cytat:
Ouroborosie
Płot jest atrybutem Lecha Wałęsy, tak jak trójząb Neptuna Eutychesie!Cytat:
Zamieszczone przez Eutyches
Ja tu mówię o Krzywonos, przemyśleń na temat Pio i Kaczyńskich na razie przynajmniej nie poruszam, ale ciekawa teza przyjacielu, ciekawa...Cytat:
Zamieszczone przez Eutyches
A motorówka Eutychesie? Pamiętaj o motorówce!Cytat:
Zamieszczone przez Eutyches
Wiem, wiem, o tym wszystkim, moje przemyślenia wybiegają w przyszłość. Skoro prezydent , który pochodził z PIS- u jest pochowany na Wawelu, a Kaczorowski, nie, to moje dywagacje na pozór nonsensowne, mogą okazać się prorocze... :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Ouroboros
List Jarosława Kaczyńskiego do PIS. Warto przeczytać. http://www.files.jasnet.pl/wydarzenia/17016_&123.pdf
Zapamiętajmy to sobie raz na zawsze, że przez płot skakał J. Kaczyński a motorówką służby komunistyczne przywiozły Wałęsę! I tylko dzięki L. Kaczyńskiemu, który stał na czele grupy ekspertów i wspierał swego brata, Wałęsa nie był w stanie namówić stoczniowców do tego by przerwali strajk!Cytat:
Eutyches napisał(a):
Przy tym płocie jeszcze trochę zrobi się tłoczne, tłumy skakały, nikt bramą nie wszedł :)
A motorówka Eutychesie? Pamiętaj o motorówce!
Przecież każdy (członek PiS-u) to potwierdzi.
:evil: Nieprawda! Atrybutem Wałęsy jest motorówka!!! Płot jest atrybutem J. Kaczyńskiego a trójząb L. Kaczyńskiego, gdyż jak Neptun wyłonił się z piany strajku i pokierował swych wiernych wyznawców na szerokie wody (jak coś jest nie tak to jest to wina "sił ciemności", które sieją nienawiść i dezinformację w przeciwieństwie do J. Kaczyńskiego epatującego miłością i prawdą).Cytat:
Płot jest atrybutem Lecha Wałęsy, tak jak trójząb Neptuna Eutychesie!
Czy coś jeszcze trzeba pisać?!
ach te nasze polskie piekiełko 8-)Cytat:
No heroiczna tramwajarka o nazwisku Krzywonos, która staje przeciwko "kaczystowskiej" wersji historii to jedna strona medalu, ale jest też druga: http://www.pardon.pl/artykul/12389/praw ... ohaterka_a
Już wiem, że nie przeczytaliście.
bo to nie do nas adresowane ;)
ok. przeczytane. co w związku z tym? typowa wypowiedź jarka jakich setki: 'jesteśmy ofiarami. wszyscy są przeciw nam.'
Ehhh... PIS zwiera szeregi i szykuje się do kontrataku. I moim zdaniem słusznie. Również gościu wyjaśnia na czym polegała medialna nagonka na nich. Ale nadal mam wrażenie, że tego nie przeczytałeś.Cytat:
Zamieszczone przez glaca
A nie mówiłem ze to agentka :lol: i że Donek jej zapłacił.Cytat:
Zamieszczone przez Ouroboros
Pani Henia powinna wtłuc Jarkowi za jego ścierwowate zachowanie,takiego gonga na nos mu powinna wypłacić ,na bank by go znokautowała jednym ciosem,nawet liściem :lol: przecież to taki ptyś ,ale go musieli bić w szkole,nie dziwię się skąd ma takie kompleksy i tyle nienawiści do ludzi.A jak przemawiał na obchodach ,to prawie jak fuhrer :lol: konus jeden k.... jak ja go nie lubię zoofila wstrętnego ,zgłosić go do TOZ'u bo kota biednego gwałci kilka razy dziennie.
No ale przecież on jest wodzem jedynym i słusznym i prawowitym naszego kraju, a wiekszość obywateli go popiera, tylko akurat znajduje się w mniejszości :D i jarosław nie może sobie pomachać szabelką i najechać braci rosjan :))Cytat:
Zamieszczone przez PaskudnyPludrak
Z racji tej, że kolega, który zainicjował spotkanie ze słowem znanego działacza solidarnościowego, jest widać nieśmiały, pozwoliłem sobie zamieścić poniżej tekst, tejże znanej i cenionej na arenie międzynarodowej postaci...ekhmmm..list?odezwę? Jak słusznieCytat:
Zamieszczone przez Marek Aureliusz
zauważył, ma to wybitnie partyjne skierowanie, ale może się mylimy? Oceńcie sami...Cytat:
glaca
Ja, to możecie nie wierzyć, przeczytałem, muszę tylko powiadomić część swojej rodziny, że są amoralni, i nie są Polakami, bo nie wyznają katolicyzmu.... :shock:
PPrawo i Sprawiedliwość
ul. Nowogrodzka 84/86, 02-018 Warszawa
tel. (+48) 22 6215035, faks (+48) 22 6216767
e-mail: biuro.prezydialne@pis.org.pl
http://www.pis.org.pl
http://www.pis.org.pl
Jarosław Kaczyński
Prezes Prawa i Sprawiedliwości
Warszawa, 1 września 2010 r.
Szanowni Państwo
Członkowie Prawa i Sprawiedliwości
Postanowiłem powrócić do stosowanego kiedyś w mojej poprzedniej parti i –
Porozumienie Centrum – obyczaju pisania listów prezesa parti i do jej członków. Zarówno
wtedy, w latach 90., jak i dziś, chodzi o bezpośredni przekaz pewnych informacji i interpretacji
wydarzeń, które albo nie docierają do Koleżanek i Kolegów za pośrednictwem mediów,
albo też docierają, ale w formie mocno zniekształconej, niekiedy całkowicie opacznej,
przekręconej, i to intencjonalnie. Intencje te z reguły sprowadzają się do jednego celu:
zaszkodzić naszej formacji, wprowadzić zamieszanie, zarówno w opinii publicznej, jak
i w szeregach członkowskich.
Gdy spojrzymy na przeszło dziewięcioletnie dzieje Prawa i Sprawiedliwości, możemy
łatwo zauważyć pewną prawidłowość. Otóż niezależnie od tego, że niemal zawsze jesteśmy
traktowani przez większość mediów, a zwłaszcza przez te tworzące tzw. główny nurt,
z wielkim dystansem i jednostronnym krytycyzmem (co łatwo dostrzec na tle traktowania
naszych politycznych konkurentów), od czasu do czasu mamy do czynienia z momentami
szczególnego natężenia skierowanych przeciwko nam akcji. Są to akcje o specyfi cznym
charakterze, próbujące całkowicie nas zdezawuować, skłócić, podważyć pozycję kierownictwa
parti i, doprowadzić do kryzysu. Akcje te występują z reguły w momentach, w których mają
miejsce jakieś korzystne dla nas wydarzenia lub zmiany sytuacji. Można powiedzieć, że
gdy tylko „zaczerpniemy głęboki oddech”, natychmiast następuje próba pewnego rodzaju
„przyduszenia” nas. Przykłady łatwo można mnożyć.
Gdy powstało Prawo i Sprawiedliwość i sondaże pokazały, że nowa formacja ma pełne
szanse na wejście do parlamentu, a być może nawet na dwucyfrowy wynikw wyborach,
przeprowadzono operację „Dramat w trzech aktach”. To znaczy wyemitowano w telewizji
film będący jedną wielką insynuacją na temat rzekomych związków PC, a w szczególności
niżej podpisanego, z niejakim Januszem Iwanowskim-Pineiro, a przez niego z aferą FOZZ.
Nie spotkało się to wtedy z pełnym poparciem innych mediów, niemniej bardzo nam
zaszkodziło. Gdy jednak weszliśmy do Sejmu, uzyskując 9,5% głosów i 43 mandaty,
w prasie niemal natychmiast zaczęły się ukazywać sondaże wskazujące, że mamy tylko
6% poparcia – a więc biorąc pod uwagę ówczesne realia byłby to ogromny spadek –
a także liczne artykuły zapowiadające, iż z całą pewnością bracia Kaczyńscy rozbiją PiS,
gdyż rozbijali już inne partie. Mój śp. Brat nie był nigdy wcześniej w żadnej partii (wbrew
bardzo często głoszonemu poglądowi nie należał do PC i nie uczestniczył w jego pracach),
ja zaś byłem w jednej, tj. PC, przy czym PiS w tej fazie swojej działalności, a więc jeszcze
przed zjednoczeniem z Porozumieniem Prawicy, był prostą kontynuacją PC. Nigdy więc
niczego nie rozbijaliśmy, ale fakty nie miały tu najmniejszego znaczenia – chodziło o to,
by zaszkodzić.
Gdy śp. Lech Kaczyński został wybrany na prezydenta Warszawy, już po kilku tygodniach
zaczęto go atakować za stan miasta, choć zastał jego administrację w stanie całkowitego
rozkładu. A kilka miesięcy po wyborze, w lecie 2003 roku, przeprowadzono wielką akcję
medialną w sprawie pomyłki, jaką popełnił w deklaracji majątkowej. Pomyłkę tę popełniła
ogromna większość członków rządu, łącznie z premierem Leszkiem Millerem, oraz wszyscy
prezydenci miast, ponieważ błędnie skonstruowano formularz. Nie przeszkodziło to jednak
temu, że celem kampanii insynuującej w całkowicie absurdalny sposób świadome oszustwo,
był tylko prezydent Warszawy. Akcja ta skutecznie, choć przejściowo, osłabiła zaufanie
społeczne do Niego.
Gdy na wiosnę 2005 roku wyprzedziliśmy w sondażach Platf ormę Obywatelską, parti a
ta zaczęła przeciwko nam szybką, ostrą, a czasem brutalną akcję, do której dołączyła się
znaczna część mediów. Natomiast po zwycięskich wyborach 2005 roku rozpętał się wobec
nas atak, który Ryszard Legutko słusznie określił jako wściekliznę polityczną. Trwał on bez
jakiegokolwiek liczenia się z faktami przez cały dwuletni okres naszych rządów.
Po przegranej w 2007 roku nadano ogromny rozgłos wystąpieniu z PiS grupy dysydentów
i podtrzymywano go długo, uzyskując realne skutki w postaci spadku naszych sondaży.
Gdy przeprowadziliśmy na początku 2009 roku zjazd programowy w Krakowie,
próbowano go ośmieszyć, używając do tego Janusza Palikota i jego zapowiedzi udziału w nim.
Po wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku, w których nie uzyskaliśmy
wyniku na miarę naszych aspiracji, ale i tak był on znacznie lepszy od oczekiwań naszych
przeciwników, wróżących nam poparcie poniżej 20%, reakcja była charakterystyczna.
Pierwsza, natychmiast po ogłoszeniu wyników, można rzec bez przemyślenia: PiS zaczerpnął
drugi oddech. Ale zaraz potem zaczęła się potężna kampania mająca skłócić i rozbić parti ę,
wyolbrzymić spory, jakie miały miejsce na listach (skądinąd niewłaściwe i bardzo szkodliwe
– powinniśmy z nich wyciągnąć wnioski na przyszłość), doprowadzić do głębokiego kryzysu.
Gdy w marcu 2010 roku odbył się kolejny kongres PiS, na którym zostałem wybrany
na prezesa dużą większością głosów, gdzie bardzo dobrze wypadła część programowa,
ze znakomitym wystąpieniem śp. Grażyny Gęsickiej, i na którym wystąpił prezes Polskiej
Akademii Nauk (skądinąd bardzo charakterystyczne – media całkowicie pominęły ten fakt,
gdyż nie mieścił się w konstruowanym przez nie obrazie PiS jako parti i „obciachowej”),
cała uwaga mediów skoncentrowała się na w najwyższym stopniu niefortunnym wpisie na
twitt erze Pawła Poncyljusza i aż do tragedii smoleńskiej sprawa ta była przez nie nieustannie
podnoszona.
Tragedia smoleńska i ponowne wybory prezydenckie zmieniły sytuację. Mimo przegranej
uzyskaliśmy wyraźny wzrost poparcia, zarówno w porównaniu z poprzednimi sondażami, jak
i wynikami wyborów w 2007 r. Chodzi o zdobyte 36,5% głosów w pierwszej turze, w której
konkurowali przedstawiciele wszystkich liczących się ugrupowań, a także 47% w drugiej
turze, które choć oznaczały przegraną, to jednak wskazywały, iż mimo wieloletniej, niezwykle
intensywnej, skierowanej przeciw nam kampanii, wciąż możemy liczyć na poparcie prawie
połowy społeczeństwa. Sondaże partyjne PiS doszły do 40%, a zdarzały się i lepsze. W badaniach
prowadzonych przez nasze stronnictwo, które począwszy od 2005 roku znakomicie się
sprawdzały, pięciokrotnie wyprzedziliśmy nawet PO, dochodząc do 44% głosów.
Zgodnie z tym, czego można było oczekiwać, nastąpiła reakcja, tzn. kolejna kampania
przeciwko nam. I to – jak niestety zdarzało się w przeszłości – z wykorzystaniem członków
parti i albo ludzi z nią związanych. Chodzi o tzw. list Marka Migalskiego. Trzeba zwrócić uwagę,
że nie jest to pierwsze wystąpienie tego europosła, który uzyskał mandat dzięki wysunięciu go
przez grupę posłów śląskich i – co muszę przyznać – mojej akceptacji. Pomijając zachowania
całkowicie kompromitujące, których nie będę tu opisywał, Marek Migalski już rok temu
złamał ważny zakaz obowiązujący w PiS i wystąpił w dyskusji publicznej z Palikotem, czym
ogromnie pomógł temu znajdującemu się wtedy w niełatwej sytuacji politykowi PO. Dziś
jego całkowicie bezpodstawne merytorycznie i sformułowane w niedopuszczalnym tonie
wystąpienie, ogłoszone w momencie, w którym prowadzone są sondaże partyjne, o czym jako
politolog nie mógł nie wiedzieć, stało się elementem potężnej kampanii, której absurdalność
jest z jednej strony zabawna, ale z drugiej jednak groźna. Powoduje bowiem zamieszanie
w naszych szeregach, a także obniża poparcie społeczne dla nas.
Najwyższy czas wyciągnąć wnioski z tych powtarzających się wydarzeń. Są one
następujące.
Po pierwsze, nie można w żadnym wypadku twierdzić ani przyjmować, że osoby w ten
czy inny sposób związane z PiS, które biorą w tych wydarzeniach udział, robią to z dobrą wolą.
Trzeba by założyć, że nie mają elementarnego rozeznania politycznego, a takie założenie nie
znajduje jakichkolwiek podstaw.
Po drugie, należy zdecydowanie odrzucić wszelkie próby analiz kampanii wyborczej na
podstawie założeń sufl owanych przez niechętne nam media i prawd niezweryfi kowanych
przez jakiekolwiek empiryczne badania. Podstawą analizy, która jest prowadzona i która musi
stać się przesłanką naszego dalszego postępowania, mogą być tylko fakty, liczba głosów,
ich rozkład przestrzenny w poszczególnych regionach, miastach różnej wielkości, na wsi,
porównania z wynikami poprzednich wyborów, analizy zachowań różnych typów elektoratów.
Już wstępne rozpoznanie przeprowadzone tą metodą każe podać w wątpliwość różne głoszone
w mediach stereotypy, np. ten o skuteczności tzw. miękkiej kampanii, nienawiązywania
do sprawy Smoleńska itp. Nie ma dziś jeszcze podstaw do ostatecznych konkluzji, ale
wiele wskazuje (choćby porównanie wyników w wielkich miastach z 2007 i 2010 roku), że
skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój wizerunek, a także znaczące
ograniczenie tematyki kampanii, np. wykluczenie z niej niemal w całości kwesti i związanych
z postawą i poprzednią działalnością Bronisława Komorowskiego, nie przyniosło znaczących
skutków. Dlatego ci, którzy dziś zabierają głos, przyjmując pozycję mentorów, w najlepszym
razie wykazują się brakiem elementarnej wiedzy, któremu towarzyszy wskazana wyżej zła
wola.
Po trzecie, powrót po kampanii, a dokładniej położenie większego nacisku na sprawę
Smoleńska (gdyż sprawa Smoleńska, mimo zaleceń, była w pewnym zakresie podnoszona,
np. w takich moich wypowiedziach jak „Wojna polsko-polska skończyła się tragedią” czy
„Chłopcy bawili się zapałkami i podpalili dom” – to o politykach PO; czy w akcji prowadzonej
przez Zbigniewa Ziobro, szczególnie na terenie województwa lubelskiego, skądinąd z bardzo
dobrym rezultatem wyborczym) nie jest kwesti ą, którą można dyskutować w kategoriach
innych niż zasadnicze. Jest to sprawa związana ze statusem naszej Ojczyzny, Polski,
statusem wszystkich Polaków. To sprawa naszej lojalności wobec Rodaków w ogóle, wobec
tych, którzy reprezentują polskie państwo, w tym Prezydenta RP. Wreszcie jest to sprawa
lojalności wobec naszych Koleżanek, Kolegów, współpracowników, towarzyszy politycznej
drogi. Postulat jej wyciszenia ma charakter, który można śmiało określić jako patologiczny,
pokazujący głęboką degenerację naszego życia publicznego i niektórych jego uczestników.
Trzeba też podkreślić, że nasze inicjatywy, a w szczególności powołanie zespołu sejmowego,
doprowadziły do pewnego ożywienia działań władzy w sprawie Smoleńska, choć nie
doszło tu do zasadniczej zmiany. To znaczy nadal prowadzona jest polityka serwilizmu
wobec Rosji. Jeśli połączymy to z innymi elementami obecnej polityki zagranicznej, np.
jaskrawo widocznym klientyzmem wobec Niemiec, to jeszcze raz trzeba podkreślić, że
sprawa Smoleńska w ostatecznym rozrachunku dotyczy statusu naszego kraju jako państwa
niepodległego, odgrywającego podmiotową rolę w stosunkach z innymi państwami, w tym
także z potężnymi sąsiadami.
Po czwarte, sprawa uczczenia śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, Jego Małżonki
Marii i wszystkich Ofi ar katastrofy jest także kwesti ą o zasadniczym znaczeniu moralnym.
Zaniechanie starań o nie byłoby nie tylko skrajną nielojalnością, ale także zgodą na utrwalanie
dominacji tych, którzy robią wszystko, aby zepchnąć Polaków do roli narodu (raczej grupy
o bliżej nieokreślonej przynależności) uznającego swą niższość, zawstydzonych swoją
historią i kulturową przynależnością zarówno wobec Zachodu, jak i wobec Wschodu. Lech
Kaczyński wszelkimi sposobami, często skutecznie, czynnie i energicznie przeciwstawiał się
tej dominacji, wypierał ją z naszego życia. Stąd nienawiść, jaką budził w tzw. establishmencie,
i stąd trwałość tej nienawiści, także po Jego tragicznej śmierci. Stąd także niechęć, jaką budził
wśród tych czynników zewnętrznych, dla których mało ambitna postawa Polski i Polaków jest
bardzo wygodna.
Ci, którzy 10 kwietnia 2010 roku wybierali się do Katynia, niezależnie od różnic, jakie
ich dzieliły, mieli uczestniczyć w wydarzeniu, które w zamyśle Prezydenta miało być kolejnym
aktem odrzucenia wskazanej wyżej postawy. Zasługują więc na upamiętnienie, niezależnie od
tego, że bardzo wielu z nich zasługuje na nie także ze względu na to, co uczynili dla Polski.
Po piąte, jednym ze sposobów atakowania PiS jest przypisywanie mi organizacji
czy też inspirowania akcji obrony krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim. Jest to
insynuacja. Skierowaliśmy w tej sprawie list do wszystkich biskupów polskich. Szanujemy
obrońców krzyża, traktując ich jako ludzi mocno związanych z wartościami religijnymi
i patriotycznymi. Z oburzeniem odnosimy się do aktów jego profanacji, a także do niebywałej
i nieprawdopodobnie wręcz wulgarnej agresji, jakiej ofi arą padają obrońcy. Jesteśmy oburzeni
postawą Prezydenta RP, który wywołał konfl ikt, oraz władz rządowychi samorządowych
Warszawy, które nie chcą przeciwstawić się łamaniu prawa i elementarnych reguł kultury.
Jednak jako parti a polityczna nie jesteśmy w ten spór zaangażowani. Proponujemy we
wspomnianym liście do biskupów rozwiązanie. Z nadzieją odnosimy się też do społecznej
inicjatywy Komitetu Społecznego na rzecz budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego i 95 ofi ar
katastrofy pod Smoleńskiem, ale zdajemy sobie sprawę, że w istocie wszystko zależy od władz
państwowych i samorządowych. To one mogą doprowadzić do likwidacji konfl iktu w ciągu
jednego dnia, gdy tylko zechcą kierować się interesem społecznym i narodowym, a nie
interesem establishmentu, który w istocie reprezentują.
Po szóste, zaangażowanie PiS w sprawę Smoleńska w najmniejszym stopniu nie może
ograniczyć zaangażowania parti i w inne bieżące przedsięwzięcia, zarówno dotyczące funkcji,
jaką musi ona wypełniać jako opozycja, krytykując władzę – a jest do tego mnóstwo powodów
– jak i wobec przygotowania do wyborów samorządowych, które są dla nas bardzo ważne.
Każdy baczny obserwator sceny politycznej może zauważyć, że te zadania są wykonywane.
Trudność tkwi w mechanizmie medialnym, koncentrującym się na wydarzeniach, na które
jest zapotrzebowanie. A zapotrzebowanie jest na atak na PiS – za Smoleńsk, za krzyż, za
rzekomą brutalność (chodzi o jednoznaczne stawianie sprawy roli takich osób, jak Palikot).
Wystarczy podać przykład jednej naszej konferencji prasowej (7 sierpnia 2010) – 90% jej czasu
poświęcono sprawom ekonomicznym i tzw. ustawie kompetencyjnej, czyli statusowi Polski
w Unii Europejskiej, tymczasem przekaz medialny skoncentrował się prawie wyłącznie na
sprawie Smoleńska. Stoi przed nami zadanie znalezienia sposobu ominięcia tych medialnych
przeszkód i pracujemy nad tym.
Po siódme, wskazane wyżej sprawy stawiają na porządku dziennym zorganizowanie na
nowo sposobu komunikowania się kierownictwa PiS i Klubu Parlamentarnego PiS z członkami
parti i. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was nie ma po prostu czasu na dokładne śledzenie
wszystkich wydarzeń, nawet tych bezpośrednio związanych z PiS, i siłą rzeczy może się
znaleźć pod wpływem przekazów całkowicie lub częściowo zafałszowanych. Na najbliższym
posiedzeniu Rady Politycznej mamy nadzieję przedstawić nowe sposoby działania w tej
kwesti i.
Chcę jednak już tu zapewnić, że wszelkie informacje o mojej „abdykacji” czy dymisji
są całkowicie nieprawdziwe. To samo dotyczy informacji o tym, że działam pod wpływem
jakiejś mającej przewrotne cele grupy. Jedno, co mogę dziś powiedzieć, to to, że musimy
koniecznie uporać się ze zjawiskiem nielojalności w naszym ugrupowaniu, z grami medialnymi
prowadzonymi dla własnych celów itp. Brak pełnego zdecydowania w tej sprawie kosztował
nas już zbyt wiele. Członkowie Klubu Parlamentarnego PiS i inne osoby z naszej parti i
zajmujące eksponowane stanowiska muszą wybrać lojalność lub pójść własną drogą.
Nie oznacza to oczywiście, że uniemożliwiamy dyskusję. Często rozpowszechniane
wiadomości, że istnieją w tej kwesti i ograniczenia na posiedzeniach władz partyjnych, są
nieprawdziwe. Chodzi o to, czy rozumiemy, że bieg historii uczynił nas dziś depozytariuszami
wartości narodowych, o których pisała przed kilkoma miesiącami zmarła niedawno Zofi a
Korbońska: „Czy chcemy niepodległości? Na pytanie to powinien sobie odpowiedzieć każdy
Polak na świecie, jeśli chce skorzystać z najważniejszego, jakie mu przysługuje, prawa wyboru.
Chwila zastanowienia absolutnie niezbędna póki jeszcze jest alternatywa, póki istnieje
możliwość wyboru (…)”. Tylko my możemy przeciwstawić się fatalnemu biegowi spraw,
z którym mamy dziś do czynienia. Kwesti a takiej lub innej taktyki jest zawsze do dyskusji, ale
dyskusja ta musi się opierać na faktach, a nie na arbitralnie przyjmowanych i – jak pisałem
– często sufl owanych, a jednocześnie wygodnych dla niechcących się narażać, założeniach.
Musi uwzględniać cel, tzn. zmianę sytuacji naszego Kraju w wymiarze międzynarodowym
i wewnętrznym.
Dziś rysuje się przed Polską perspektywa narodu kurczącego się (a wiele narodów
europejskich, nie mówiąc już o innych, ma się liczebnie rozwijać), pozostającego daleko w tyle
za innymi i wyprzedzanego przez innych, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy, poziom życia
i poziom nauki. Wystarczy spojrzeć na to, w jakim tempie rozwijają się kraje, które łącznie
mają przeszło 2,5 mld ludzi – Chiny, Indie, Brazylia, Rosja czy Turcja. Wystarczy uświadomić
sobie, że jeśli chodzi o PKB na głowę jednego mieszkańca, nie tak odległe od Polski są już
Brazylia czy Turcja, żeby zrozumieć, gdzie możemy się za niedługo znaleźć. A dodać do tego
trzeba sprawę zaopatrzenia ludzi starszych i wiele innych negatywnych skutków społecznych,
zmniejszania się populacji Polaków.
Polską nie mogą dłużej rządzić ludzie, których jedynym celem jest pilnowanie interesów
establishmentu i którzy są jednocześnie głęboko przekonani, że w naszym kraju nic tak
naprawdę zmienić się nie da. Którzy nie potrafi ą nawet wykorzystać środków „leżących wręcz
na stole" (środki europejskie po prawie czterech latach, jeśli liczyć uczciwie, są wykorzystane
w minimalnym stopniu), ale za to biorący się za zniszczenie tego, co stanowi jedyna moralną
podstawę funkcjonowania naszego społeczeństwa, czyli religii katolickiej. Chodzi przy tym
nie o kwesti e wiary lub niewiary, tylko o świadomość, że to niszczenie jest jednoznaczne
z otwieraniem drogi dla nihilizmu, który swoją twarz pokazuje, atakującw odrażający sposób
krzyż i jego obrońców. W Polsce nie ma bowiem żadnego szerzej znanego systemu moralnego
niż ten wyrastający z katolicyzmu. Dlatego jedyna realną dlań alternatywą jest nihilizm. Tylko
my jesteśmy w stanie się temu wszystkiemu przeciwstawić. Dlatego mamy prawo i mamy
obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą
jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie.
Janusz P. jest z ciebie dumny, co za post, co za post... Ale mniejsza o regulamin. Podkreśliłem wszystkie fragmenty ze znakami interpunkcyjnymi... ty nie potrafisz używać przecinka. To mniej więcej wygląda tak: słowo, słowo. Widzisz po przecinku stawiamy zawszę spację, nigdy przed przecinkiem.Cytat:
Zamieszczone przez PaskudnyPludrak
A tak na serio ręce opadają. Rozumiem można Jarosława K. nie lubić, ale to jest mała przesada.
Mnie ten list przypomina komunistyczną propagandę - gdyby nie imperialiści i wrogowie wewnętrzni to byśmy już mieli dobrobyt, ale niestety siły wrogie demokracji (ludowej) powodują, że ciągle jest jak jest :roll: