1) Geralt był eksperymentem ponieważ Vesimir z resztą paczki zdecydowali się nie zabijać w nim wszystkich uczuć. Stąd takie a nie inne moralne i filozoficzne problemy Geralta. Mutacje dotyczyły refleksu, oczu (nie każdy wychodził ze wzrokiem z nich), pracy układu krwionośnego (wolniejsza praca serca przez co Coen żył tak długo mimo przebicia komory serca w bitwie nad rzeczką której nazwy zapomniałem), odporności na trucizny i inne toksyny które zwiększały możliwości organizmu. Reszta to warunki naturalne takiego człowieka potęgowane przez jedzenie w czasie szkolenia specjalnych grzybków (których Triss zakazała wiedźminom podawać Ciri gdy ta była w Warowni Starego Morza) i samo szkolenie. Te grzybki zapewne pozytywnie wpływały na rozwój mięśni, co Triss wypomina wiedźminom.
2) W książce napisane było że kiedyś wiedźmini walczyli w zbrojach ale odrzucili je ponieważ krępowały ruchu. Nie wyobrażam sobie Geralta w płytówce brnącego w śmietniku z powieści Okruch lodu albo idącego walczyć ze złotym smokiem, którego jeden cios rozrywa taką zbroję. Poza tym wiedźmin walczył w różnych miejscach i nie w każdych zbroja jest dobrym rozwiązaniem. Już pomijam fakt, że taka zbroja to ogromny koszt i duży bagaż a wiedźmini ciągle się przemieszczali i groszem nie śmierdzieli.
Dla osób, które uważają że w 20 kilogramach sztywnego żelastwa można robić przewroty w przód i tył polecam wizytę w muzeum by się przyjrzeli jak taka zbroja wygląda, następnie dla niedowiarków wizytę w jakimś bractwie. Ciutka wstydu zawsze studzi głowy.
3) Geralt stracił na sprawności po rewolcie magów na wyspie której nazwy nie pamiętam, zgruchotano mu tam kolano. Ta rana odzywała się kilkukrotnie jeszcze w książce. W pierwszej części gry wiedźmin, którego Geralt szuka (Berengar czy jakoś tak) wytyka mu że przez to kolano tworzy mu się luka w czasie walki, którą kiedyś ktoś wykorzysta.