Co do gadających smoków to one nie są w tym uniwersum jakąś tam jaszczurką. Są podajże jednymi z najsilniejszych dzieł Morgotha, oczywiście poniekąd bo Tolkien zaznaczył że sam z siebie to on nie potrafił tworzyć, a jedynie wypaczać. W każdym razie to że gadają jest czymś prawidłowym. Według mnie to wcale nie powoduje przesytu w kwestii wątków fantastycznych, przesyt taki powoduje Legolas jako że zakłóca realizm nawet ten Tolkienowski.

Dwie pierwsze części nie spełniły moich oczekiwań, miałem nadzieję że chociaż trójce się to uda. Że skoro bitwa nie została dokładnie opisana przez Tolkiena (o ile dobrze pamiętam) to może zostanie raczej zrobiona na wzór Władcy Pierścienia i że ogólnie ta ostatnia część zostanie bardziej zrobiona jak poprzednia trylogia. Tymczasem tutaj czytam że są pourywane wątki i bitwa wygląda jak zlepek uciętych scen. Cała pierwsza część była moim zdaniem do bólu schematyczna, druga w dodatku powieliła częściowo ten schemat i na koniec się okazuje że zabrakło czasu... Rozumiem że twórcy podeszli do sprawy tak jak podeszli, że chcieli odwzorować jakoś różnice między Hobbitem i Władcą. Jednak bez przesady, Hobbit to krótka książka i rozciąganie jednego motywu (krasnoludy w bajkowy sposób ratujące się ucieczką vel krasnoludy w beczkach/Legolas skaczący po krasnoludach w beczkach) według mnie źle wyszło. Być może twórcy uznali że skoro rozciągają całą książkę dodając do niej inne rzeczy to muszą zachować równowagę, tak żeby na koniec się nie okazało że film to 1/3 Hobbita i 2/3 dodatków do Władcy Pierścienia. No ale jeżeli na koniec okazuje się że 3 to pourywane wątki i sceny to coś poszło zdecydowanie nie tak i nie ma co tego usprawiedliwiać. W końcu równie dobrze Bilbo mógłby zemdleć i przegapić bitwę, a my wraz z nim, tak było z tego co pamiętam w książce. Naprawdę ciężko mi pojąć jakie twórcy tego filmu mieli założenia, przecież im się udało z krótkiej książki walnąć 3 filmy w taki sposób że się nie wyrobili po części przez wątki które sami wymyślili. Gdyby to oceniać jako ekranizację to wyszło bardzo źle, a przepakowany Legolas dodatkowo psuje drugą część dodając do niej wątki jakiegoś kiczowatego filmu o amerykańskim superbohaterze, a nie baśniowe. Ogólnie moim zdaniem zrobienie z Hobbita drugiego Władcy dałoby nie tylko filmowi sukces, ale i mi większą frajdę.