@ I kto straci te miejsca pracy? Głównie dyrektorzy i administracja z gimnazjów, nauczyciele zostaną, jako kadra dla klas starszych.@
Nie gniewaj się, ale nie masz pojęcia o realiach oświatowych i przez to piszesz bzdury (bez obrazy). Wystarczy logicznie policzyć: etat kalkulacyjny nauczycielski to 18 g tygodniowo. Przeciętny oddział w szkole to niecałe 2 etaty (dla uproszczenia, licząc ze zniżkami dla funkcyjnych, przyjmijmy, że dwa). A teraz sobie policz: ciąg nauki do tej pory to 6+3+3/4. Z tym, że szkoły ponadgimnazjalne prowadzone są przez powiaty a podstawówki i gimnazja przez gminy. Tylko w dużych miastach na prawach powiatu wszystkie są prowadzone przez ten sam organ. W nowej szkole nauczanie zintegrowane ma być do 4 klasy - co oznacza, że będzie potrzeba trochę więcej nauczycieli nauczania początkowego (ale z tym nie będzie problem bo wielu szuka pracy; Presidente - nauczyciel uczący w klasach I-III nie ma kwalifikacji do nauczania w klasach gdzie są przedmioty i odwrotnie!). W nowej SP nauczyciele "przedmiotowcy" wykorzystani będę więc tylko w 4 kolejnych klasach. Ale przeciętnej gminy do tej pory było to 6 kolejnych klas/oddziałów (3 w SP i 3 w G). Czyli reforma doprowadzi to utraty przez gminy 2 klas - na jeden ciąg to jakieś 4 etaty kalkulacyjne (realnie jakieś 3,5). Możesz oczywiście powiedzieć, że tych ludzi powinny przyjąć szkoły średnie. I być może część tam trafi, ale tylko niewielka część - bo to jest już INNY ORGAN PROWADZĄCY! W tych szkołach też brakuje godzin, więc dyrektorzy najpierw dadzą je "swoim". Dopiero później, zapewne bardzo ostrożnie, będą zatrudniać nowych - czyli m.in. zwolnionych z gimnazjów. Przy czym, jeżeli PiS wprowadzi przepisy o których ostatnio słyszałem, że organy prowadzące nie będą miały prawa zwalniać nauczycieli dla których nie ma etatów (a coś takiego słyszałem), to szkoły powiatowy NIGDY tych zwolnionych z gimnazjów nie zatrudnią. Bo po co brać sobie problem na głowę?! Zgodnie z KN nauczyciel może mieć do 1,5 etatu. Bardziej w tej sytuacji będzie się opłacało dać swoim bo to i bezpieczniej (jak godzin nie będzie to nowo zatrudnionych nie da się zwolnić) i nauczyciele będą bardziej zadowoleni i wyjdzie taniej (nadgodziny są tańsze dla organu prowadzącego). Według mnie straci pracę nawet do połowy (na pewno zaś jakieś 30-35 %) nauczycieli z gimnazjów. Mniej w dużych miastach, więcej w mniejszych i w gminach wiejskich (gdzie chyba bezie najgorzej).
@ I teraz zgadnij dlaczego uważam, że sądy w naszym kraju a'la TK albo SN są gówno warte - do momentu kiedy wyroki takich sądów nie będą jednomyślne (vide na przykład akcja z OFE) nadal tak będzie@
?!?!?! Jak wyroki sądów mają być "jednomyślne"?! Sąd wydaje wyrok go uzasadniając. Gdyby wyroki miały być "jednomyślne" to nie powinno być możliwości odwołania - bo ta ma sens tylko wtedy gdy sąd wyższej instancji może wyrok instancji niższej uchylić lub nakazać ponowne rozpatrzenie sprawy!!! A czyniąc tak bierze pod uwagę nie tylko treść wyroku ale i jego uzasadnienie oraz ewentualne niedociągnięcia procesowe, które przecież też mogły mieć miejsce. Przecież to oczywiste! Jak można sądzić inaczej i pisać tak jak piszesz?! Widać tu tęsknotę za "jedynym słusznym ładem", ale broń nas Boże przed takowym!!! Bo świat jest znacznie bardziej skomplikowany niż się wydaje - wyroki sądów też. Pamiętajmy zaś, że sądy to ludzie a ludzie są omylni. Bezosobowe prawo jest po to by tego czynnika ludzkiego w wyrokowaniu było jak najmniej i tylko tam gdzie trzeba, ale trudno uchronić się od omyłek tam gdzie działają mimo wszystko ludzie. Więc instancyjność musi być. A tam gdzie instancyjność - tam mogą być różne wyroki. Przecież to logiczne!!!
@ Większym problemem i tak jest brak pomysłu na oświatę (u każdej ze stron politycznych). Cały czas brnięcie w uproszczenia, i zmiany co roku. Moi rodzice twierdzą że za PRL oświata stała na dużo wyższym poziomie. No, ale jak się likwidowało to wszystko - łącznie z tym co nie było złe w dawnym systemie. @
Co do braku pomysłu na oświatę ze strony PiS, to trudno się temu dziwić. Bo w moim przekonaniu to ugrupowanie w ogóle ma ma pomysłu na politykę i krajową i zagraniczną (tej ostatniej, podporządkowanej całkowicie polityce wewnętrznej, praktycznie w ogóle nie ma).
Myślę, że to działało tak: przed wyborami zbieramy wszystko to z czego ludzie są niezadowoleni i obiecujemy, że to zmienimy. A więc, ludzie są niezadowoleni z zarobków - obiecujemy podwyższenie kwoty wolnej od podatki i 500+ (to ostatnie jest też obietnicą poprawy dzietności na co też narzekamy). Narzekają frankowicze -więc obiecujemy pomoc. Ludziom nie podobają się gimnazja - więc obiecujemy, że je zlikwidujemy. Itd. Że to wszystko razem jest nierealne? I co z tego - jak wygramy to się będziemy martwić.
No i PiS wygrał. W czasie kampanii najbardziej wypaliło hasło 500+, więc ten program musiał być zrealizowany. W zasadzie wyczerpał on możliwości finansowe państwa bo dodatkowe 22-23 mld rocznie to ogromna kasa (niewiele więcej należałoby zapłacić za system obrony PLOT kraju w wersji mniej "bogatej"; takie pieniądze zaspokoiłyby też wszelkie potrzeby sprzętowe marynarki wojennej - dużo by tu można porównywać). Więc trzeba chociaż realizować obietnice mniej kosztowne. Jak - coś się wymyśli. Program 500+ też był pisany na kolanie i zawiera bardzo dużo niedoróbek zwykłych błędów (poczynając od tego, że powszechnie traktowany jest jako program socjalny a takim być NIE POWINIEN!). Więc na szybko wymyśla się coś z oświatą. Tu sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że w większości za głupoty rządzących zapłacą samorządy.
A czy za PRL-u oświata była lepsza? Na pewno była dobra jak na tamte czasy. Ale czasy się jednak zmieniają. Więc prostego porównania nie ma. W moim przekonaniu w obecnych szkołach kształci się nieźle, choć zastrzeżenia można mieć - historia powinna być nauczana chronologicznie a nie tematycznie (dotyczy to obecnych szkół ponadgimnazjalnych). Szkoła to bowiem nie ten poziom by tak można było robić. No i zbyt mały nacisk postawiono na dyscyplinę a zbyt duży na prawa jednostki. Uczniowie uczą się w ten sposób postaw roszczeniowych. Tym bardziej, że co by nie mówić, to ani dla nich ani dla ich rodziców szkoła partnerem nie jest. Rodzic nigdy obiektywny wobec swego dziecka nie będzie a szkoła ma wymagać. Tu popełniono duży błąd (i m.in. dlatego Giertycha wcale bym nie uważał za takiego złego ministra). Tyle, że ta moja uwaga odnosi się do wychowania a nie edukacji, i to wychowania we wszystkich typach szkół a nie tylko w gimnazjach.
@ Orzeczenie TK i tak nie zmienia faktu że dzięki forsie z OFE PO zredukowało "na papierze" dług publiczny o kwotę 150 mld złotych a tym samym powiekszyło zobowiązania Skarbu Państwa wobec przyszłych emerytów.@
Dlatego uważam, że to było złe posunięcie i się z nim nie zgadzam. Co jednak nie zmienia tego, że było zgodne z prawem.



Odpowiedz z cytatem

