Może dlatego że ja się wychowałem na starych książkach, Mnie osobiście mocno wkurzyło, że ok 70% dat do zapamiętania to były bezsensowne wojny i nic pożytecznego, na co mi ta wiedza, że wiem w którym roku była bitwa pod Grunwaldem, że przeczytałem sensacje Dwudziestego wieku, a nie wiem kto na polu edukatorskim, pedagogicznym osiągał sukcesy, nie znam jego pism, nie znam zupełnie nazwisk pierwszych tłumaczy, którzy zaszczepili czy przynieśli do naszej kultury wartościowe pisma. Nie mam na przykład pojęcia kto wynalazł zapałki "tak przecież wartościowe", za to wiem kiedy była bitwa pod Płowcami. Czy czujesz różnicę. Tak kiedyś wyglądała historia w szkołach, i może teraz też w niektórych tak wygląda. Czy nie uważasz, że powinni historycy stosować pewne proporcje, gdzie 90 procent materiału to coś naprawdę pożytecznego, a reszta do odstawki, jak właśnie historia wojskowości, wojen.





Odpowiedz z cytatem
