Nie jest niczym szczytnym, ale było to konieczne, a nosiło to za sobą pewne cechy korzystne, które trudno mi obecnie usłownić. Dlatego mówiłem o tym, iż Kodeks Pracy nie powinien zostać całkowicie wyrzucany. Płaca minimalna owszem - powinna zostać zniesiona (czekam na dyskusję, na pewno się pojawi), ale już takie prawo do urlopu nie. Te niewątpliwie zasługi ruchów socjalistycznych można udekorować. Los robotników w XIXw. może na obecną chwilę wydawać się makabryczny, jednakowoż robotnik utrzymywał tę żonę i kilkoro dzieciaków. Ze wsi do miast garnęły się z ochotą całe stada ludności, a że warunki jakie były takie były- oczywiście nie powiem, że żyli jak w niebie, o nie, ale to kwestia czasów. Te się zmieniły i warunki będą inne. Socjal na zachodzie wygląda dobrze, bo mieli czas się nabogacić. Nasz kraj wymaga wzbogacenia. Obecny rozwój jest śmieszny. Walnąłem tu paroma dużymi ogólnikami - sprawę można rozwinąć szczegółowo co do stosunków gospodarczych między ludźmi, ale to wymaga dłuższej dyskusji i konfliktu opinii + pytań. Przy okazji mam nadzieję, że obraz robotników nie wypływa tu z filmu "Ziemia Obiecana".
NFZ – Rozpatrzmy tę kwestię na kilku płaszczyznach. Zacznijmy od cytatu prezesa mówiącego o tym, że śmiesznym jest przeświadczenie o tym, że więcej zapłacimy za utrzymanie lekarzy, pielęgniarek i kosztów usług niż za utrzymanie lekarzy, pielęgniarek, kosztów usług, ministerstwa, organów administracji publicznej niższych rzędów i całej biurokracji. Same środki – koszty związane z usługą, których fikcji nieco ulegasz – wyglądałyby zupełnie inaczej w przypadku zlikwidowania podatku dochodowego, zniesienia akcyzy, zmniejszenia VATu do 15%, likwidacji wielu regulacji i ograniczeń. Przykład sklepów spożywczych jest nieco zły ponieważ świadczą one towary, a nie usługi. Muszą te towary gdzieś kupić za określoną cenę, do której państwo dorzuca wszelkie akcyzy, podatki, obowiązki informacyjne itd. Jedyną rzeczą jaką może manipulować właściciel sklepu jest jego marża, która stanowi znikomą część całej ceny. Co za tym idzie nie ma z czego schodzić. Inaczej jest w przypadku usług, gdzie to usługodawca określa za ile może daną usługę wykonać i to zależy tylko od niego, ponieważ to do jego ceny dokłada podatki i inne daniny na państwo. No i mamy jeszcze te koszty. Podam przykład z końcówki ostatniego roku – oto NFZ ścięło wycenę zabiegu operacji zaćmy dla placówek publicznych z 3800zł do 2100zł, przy czym zupełnie nie naruszona miała być jakość usługi, a jedynie rentowność placówki. (Koszty to 465zł za soczewkę + ew. pieniądze na hospitalizacje – wyceniają sobie to na 1100zł za tydzień w tych jakże LUKSUSOWYCH warunkach – kto był to wie. Jeszcze prawa rynkowe tu nie działają i robią sobie co chcą z tymi cenami) Dlatego patrzenie na nfz-owską wycenę to pudło. Jak myślisz – kto sobie obmyślił taki publiczno – prywatny system? Lekarskie lobby!Odnośnie NFZu, nie jestem ekonomistą, ale na moją logikę prawo popytu i podaży to jedno, a ceny środków wymaganych do przeprowadzenia danego działania to drugie. Nikt normalny nie kłóci się z ekonomią, nikt normalny (poza wyjątkami) nie twierdzi że ekonomia lewicowa ma jakikolwiek sens, ale odpowiedz mi na pytanie - co z tego, że wzrośnie ilość prywatnych ubezpieczycieli, skoro ceny ogólnie rozumianych środków do przeprowadzania operacji czy ogólnie koszty hospitalizacji pacjentów pozostaną niezmienne? Kiedyś znalazłem dane o kosztach operacji wyrostka. Dwa lata temu NFZ płacił szpitalom za taką operację 3500zł, natomiast średnia cena w prywatnych klinikach wynosiła około 3300zł. Przykład pierwszy z brzegu. O ile to akurat zabieg 'tani', o tyle poważne operacje to już stawki idące w dziesiątki setki tysięcy złotych. Powiedz mi - w jaki sposób przy wzroście ilości ubezpieczycieli, a co za tym idzie rozdrobnieniu kapitału pomiędzy nich (bo w przypadku NFZu jest to tak naprawde jedna, ogromna pula pieniędzy), i przy założeniu że ceny środków medycznych jednak będą podobne (no chyba że ktoś mi wytłumaczy w jaki sposób mogą spaść), będzie można doprowadzić do obniżenia cen konkretnych zabiegów? bo jak dla mnie to logiczną konsekwencją powyższego będzie własnie wzrost cen, czasami do tego stopnia, że część usług będzie poza realnym zasięgiem większości pakietów medycznych.
Jak już powiedziałem, nie jestem ekonomistą, ale hasło 'wzrost konkurencyjności = spadek cen', jest absurdalne i można je podważyć setkami konkretnych przykładów ekonomicznych. Jak na osiedlu wybudują trzy nowe sklepy to dziwnym trafem nie powoduje to spadku cen żywności - ot kolejny z brzegu przykład.I nie mówię o tym, że współistnieje publiczna służba zdrowia i prywatne placówki, a o sposobie działania tej publicznej. Już lepszy dla obywateli byłby prl-owski system całkowicie publicznej służby, gdzie lekarze dostają swoje pensje i mają tyrać swój etat – tylu pacjentów ilu się da zrobić w ciągu dnia – bez względu na jakieś śmieszne „limity”. Ale jako, że jak coś jest publiczne – znaczy wydaje się nie swoje pieniądze – to jest od razu skażone patologią – to optować należy za czystką i sprawiedliwym prywatnym systemem. Jak myślisz – dlaczego prywatne usługi są takie drogie? Bo większość rynku zajmuje pseudo – darmowa służba publiczna. To jak mają prywaciarze się utrzymywać? Oczywiście uderzają w bogatszą klientelę. Natomiast po likwidacji NFZu – załóżmy 70% ludzi nagle będzie musiało zostać obsłużonymi i to właśnie oni będą decydować o ukształtowaniu się cen wedle naturalnych praw wolnego rynku. Wracając do kosztów – myślisz, że obecnie 40zł za prywatną wizytę wywiadu u lekarza dentysty pochłania jakieś „koszty środków”? Może chwilka używania światła. Tak samo 120zł za wypełnienie ubytku w zębie? Moja ciotka jest stomatologiem i koszty substancji chemicznych na wypełnienia są drobne. Wszystko to cena usługi, a jako że większość rynku to NFZ – są drogie tak jak są. 300 000zł za jakąś ważną, skomplikowaną operację serca? Taaak – to na pewno koszt użytych środków.
Do tego dojdą ubezpieczyciele prywatni, którzy w już przebudowanej naszej wizji nowego rynku sobie spokojnie poradzą.
System, w którym moja matka przez ostatnie pięć lat płaciła 200zł miesięcznie na fundusz, a tylko raz poszła do lekarza – jest po prostu niesprawiedliwy. Przez ten czas odłożyłaby sobie 12 000zł na własne ewentualne nagłe zabiegi, na które u prywatnych nie trzeba zbyt długo czekać. A co ci po publicznej składce, jak na cokolwiek bardziej poważnego musisz czekać zakichanymi latami, a jakość pozostawia sporo do życzenia, gdyż przecie nikt się nie stara dla dobra klienta, a tylko traktuje go jako zło konieczne. (Oczywiście są i mili, oddani lekarze, ale to jest generalna zasada stosunków międzyludzkich - jak coś jest prywatne, to o jakość tego czegoś się dba - bo moje, bo szefa.)
Nie o to chodziło. (Właściwie to nie wiem czy odnosisz się tu do mojego tekstu – chyba nie) Ideą jest to, że człowiek sam powinien być za siebie odpowiedzialny – a nie państwo mu tę odpowiedzialność odbierać i robić z niego bydlę. Polecam w tym względzie wpis na blogu prezesa z 2007r.I jeszcze na koniec odnośnie idei Korwinistycznych. Twierdzenie, że ludzie radzą sobie lepiej sami, niż w grupie (a do tego sprowadza się skrajny liberalizm) jest po prostu historycznym, socjologicznym, i każdym innym, absurdem. Ta teza po prostu upada sama w chwili w której ktoś otwiera podręcznik do historii. Liberalizm rozumiany w ten sposób jest drogą do upadku i zidiocenia społeczeństwa. Jeżeli ktoś twierdzi, że rodzic sam wie jak ma uczyć swoje dziecko, że najlepiej jakby jeszcze robił to sam w domu według własnych poglądów, to mielibyśmy społeczeństwo socjopatów, głupków i fanatyków. To jest po prostu nieracjonalne.
http://korwin-mikke.blog.onet.pl/200...a-bydla-czyli/
„Korwinistyczne” idee sprowadzają się do ułożenia relacji międzyludzkich naturalnie. A całkowicie naturalnym jest łączenie się we współżyjące grupy. Jedynie to współżycie nie może być obciążone łańcuchami przymusu. Ludzie wtedy sami z własnej woli pomagają innym. Pomoc wymuszona przez państwo nie ma nic wspólnego z moralnością.
Nie wiem o w jakim sensie naprawdę rozumiany liberalizm ci chodzi, chyba nie nasz, aczkolwiek jeśli wynosisz hipotetycznie, że indywidualizm prowadzi do zidiocenia to kategorycznie zaoponuję i skontruję twierdzeniem przeciwnym.
W przypadku dzieci... Dochodzi tu światopogląd. Jak widać za zachodnią granicą – tekst z linku Brontiego powyżej – tam uważa się dzieci za własność państwa – no nic – hitlerowskie zapędy tam wciąż dominują. Ja osobiście uznaję dziecko za własność rodzica (no ale oczywiście z normalnymi prawami człowieka) i to on powinien decydować jaką drogą ono pójdzie – wolna konkurencja w wychowaniu. Jedni poślą dzieci do szkoły takiego rodzaju – harde, surowe reguły XIXw; inni poślą dzieciaki do szkół bezmózgowia i bezstresowego wychowania; inni będą uczyć w domu... Czas pokaże, kto na tym ugrał najwięcej. Na pewno nie zgodzę się, by wszystkie dzieci szły do krainy uśredniania, wyrównywania, jednej opcji politycznej, historycznej, obyczajowej i poglądowej. Państwa europejskie zmierzają w stronę III Rzeszy i ZSRR pod wieloma względami i myślę, że nie można temu bezmyślnie zaprzeczać. A tak na koniec: Nie lubię pogardliwego określenia "korwinizmy". Przecież te poglądy miały od dawna swoich przedstawicieli, mają wciąż na całym świecie (W USA są RonPaulinizmy?), Korwin ich nie wymyślił.
Nie pisałem tego postu w przeświadczeniu o potędze ONZu. Nie uważam go za autorytet, użyłem go jako symbolu zwyczajowego porozumiewania się państw. Państwa rozbójnicze będą i trzeba przeciwstawić im równe jaja i determinację. A do tego potrzebne nam wartości innych epok.Zamieszczone przez Zakapior-san
http://www.wykop.pl/ramka/1896940/mi...-europejskich/
Zdjęcie w dość lekki sposób przedstawia to o czym mówię.
UE też nam niczego w zakresie obrony nie da. W poprzednim tekście do Pludraka napisałem, że NATO wymaga zmian wpisów, o których Zakapior szerzej zapodał. Ich konkretność to śmiech na sali.
Uważam osobiście, że taka oś Polski i Węgier potrafiłaby skupić państwa środkowej Europy (+ państwa bałtyckie - oczywiście problemem dla nas byłaby wroga Litwa, dla Węgier Słowacja -aczkolwiek w obliczu większych zagrożeń pominięte zostałyby takie niesnaski) w prawdziwie trwały sojusz wspólnych interesów. A razem już chyba nie bylibyśmy tacy słabi, jakby jeszcze każde z państw zrzuciło obecny osłabiający system i powstało jako silne, suwerenne,... narodowe. (Zabrzmiałem jak RN – ale cóż – co jak co, ale patriotyzm jest najpełniejszą podporą duchowej siły państwa). Takie moje to oczywiście przypuszczenia.
Czyli po mojemu.






Odpowiedz z cytatem