No ale o jakiej mentalności mówisz? Islam to w gruncie rzeczy "jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie". To, że ci z Europy i z serca półwyspu Arabskiego chcą się bawić w szariaty, ograniczanie praw kobiet, pokazywanie swej wyższości nad "niewiernymi" i państwo semi-wyznaniowe nie znaczy, że tak chcą wszyscy muzułmanie. Bośniacy, Turcy (a zwłaszcza ci z zachodniej Anatolii i Rumelii), nasi Tatarzy - a myślę, że jeszcze parę przykładów by się znalazło - myślą inaczej od swoich "braci w wierze" z którymi często zgadzają się tylko na to, że są muzułmanami.
Przykładowo Turcy - myślą w kategoriach narodowych i za bardzo rozsmakowali się w zachodzie (alkohol) aby wprowadzać - nawet najłagodniejszy szariat. Dlatego marny los Erdogana jak podniesie rękę na alkoholBośniacy jeszcze przed wojną w Jugosławii byli bardziej słowiańscy niż muzułmańscy, a gdy po wojnie za bardzo się niosący pomoc przybysze z Arabii zaczęli im panoszyć i indoktrynować młodzież, przegoniono co aktywniejszych argumentując to tym, że "psują im ich islam".
Koegzystencja jest możliwa, póki prowadzą oni kebaby i szisza bary. Mnie obecny stan rzeczy zadowala: idziesz na kebsa dobrze zjeść, a pan właściciel i tak musi wydać w Polsce kasę (podatki, koszta wynajmu lokalu, żywność i różne usługi)
Nie znaczy to jednak, że chciałbym robić z naszego kraju tygiel etniczno-religijny i rysować kredkami na ulicy albo tatuować pszczółkę po tym jak wybuchnie bomba. Jestem przeciwny bawieniu się w "refugees welcome" dzięki któremu dostaniemy w pakiecie konflikty światopoglądowe i tożsamościowe tych ludzi oraz ekspansywną demograficznie mniejszość, która po paru pokoleniach będzie na tyle liczna, że zmieni się porządek społeczny w kraju. Tak samo jestem przeciwny roszczeniom wysuwanym przez zachodnią Europę w tej kwestii.






Odpowiedz z cytatem